Dagmara po śmierci matki otrzymuje w spadku nie tylko prowadzoną przez nią przez wiele lat Księgarnię pod Flisakiem, ale również list, z którego dowiaduje się, że została adoptowana. Po rozwodzie postanawia wraz z dziećmi przeprowadzić się do rodzinnego Torunia i przejąć księgarnię. Tylko jak zrealizować marzenia w nowym życiu, gdy dopada nas stare?

Dwie kobiety, jedna decyzja i historia, która poruszy serce każdej czytelniczki.

Znana pisarka Bożena Zawistowska jako młoda dziewczyna zdecydowała się na krok, który wywarł wpływ na jej przyszłość. Mimo wieloletnich starań nigdy nie została biologiczną matką, wraz z mężem podjęła więc brzemienną w skutkach decyzję o adopcji dwóch sióstr. Po latach dowiaduje się, że jest chora…

Premiera: 9 marca 2017 roku (Wydawnictwo Prószyński i S-ka).


odnajde

Anna Karpińska
„Odnajdę Cię” – fragment

CZĘŚĆ PIERWSZA

1
WTEDY

Raz na godzinę szczypać się i powtarzać NIE ŚPIĘ.
Spoglądać na ręce. Liczyć palce.
Spoglądać na zegar (lub zegarek), odwracać wzrok, znowu spoglądać.
Zachować spokój i czujność.
Myśleć o drzwiach.

2
PÓŹNIEJ

Gdy wreszcie to zrobił, zaczynało świtać. Szare smugi na płótnie nieba. Suche liście i błoto na jego dżinsach, ból słabego ciała, pot lodowaciejący w wilgotnym, zimnym powietrzu. Stała się rzecz, która się nie odstanie. Straszna i niezbędna. Zakończenie i początek, związane już na wieki. Spodziewał się, że świat w związku z tym jakoś zmieni barwy, ale niebo i ziemia przybrały te same stłumione odcienie, a drzewa nie zatrzęsły się z gniewu. Wiatr nie zaczął zawodzić. W oddali nie zawyła syrena. Las był lasem, ziemia – ziemią. Westchnął i poczuł się zaskakująco dobrze. Oczyszczony. Nowy świt. Nowy dzień.
W milczeniu ruszył w stronę zrujnowanego domu w oddali. Nie obejrzał się za siebie.

3
TERAZ

ADELE
Gdy David w końcu wraca do domu, mam jeszcze błoto pod paznokciami. Szczypie mnie we wrażliwą skórę łożyska, wbite głęboko pod płytkę. Żołądek mi się skręca, na nowo ogarnia mnie zdenerwowanie, gdy drzwi wejściowe się otwierają i przez chwilę ja i on patrzymy na siebie w milczeniu, z dwóch krańców długiego korytarza naszego nowego wiktoriańskiego domu, rozdzieleni pasem wypolerowanego na błysk parkietu. Potem on rusza nieco chwiejnie do salonu. Oddycham głęboko i idę za nim, wzdrygając się przy każdym ostrym stukocie moich obcasów o drewno. Nie wolno mi się bać. Muszę to naprawić. Oboje musimy.
– Jest kolacja. – Staram się mu nie narzucać. – Tylko strogonow. Wytrzyma do jutra, jeśli już jadłeś.
On stoi odwrócony ode mnie i wpatruje się w naszą biblioteczkę, w której faceci od przeprowadzek już ustawili wyjęte z pudeł książki. Usiłuję zapomnieć o tym, jak długo go nie było. Zbite szkło znikło, zamieciona podłoga lśni czystością, ogród wygląda jak dawniej. Ani śladu po tamtym napadzie szału. David nie wyczuje w moim oddechu wina, bo pamiętam, żeby po każdej lampce płukać usta. Nie lubi, kiedy piję. Kieliszek, góra dwa w towarzystwie. Nigdy w samotności. Ale dziś nie dało się inaczej.
Trochę ziemi zostało mi pod paznokciami, ale prysznic, bladobłękitna sukienka ze szpilkami pod kolor oraz makijaż sprawiły, że wyglądam nieskazitelnie. Żadnych śladów łez i bójki. Musimy zmyć z siebie to wszystko. To nasz nowy początek. Nie ma innego wyjścia.
– Nie jestem głodny. – Odwraca się do mnie i widzę w jego oczach odrazę. Powstrzymuję łzy. Ta pustka jest gorsza od gniewu. Dzieło mojego życia obraca się w proch. Nieważne, że znowu się upił. Chcę tylko, żeby mnie kochał tak jak dawniej. Nawet nie zauważył mojego wysiłku. Nie dostrzega mojej ciężkiej pracy. Jak wyglądam. Jak się staram.
– Idę do łóżka – mówi. Nie patrzy mi w oczy i wiem, że to oznacza osobny pokój. Dwa dni po nowym początku, a on już ze mną nie sypia. Czuję, że przepaść między nami powiększa się coraz bardziej. Wkrótce nie zdołamy już się dosięgnąć. On obchodzi mnie ostrożnie, a ja mam ochotę go dotknąć, lecz za bardzo się boję jego reakcji. Wydaje mi się, że on się mnie brzydzi. A może raczej dosięgają mnie fale jego obrzydzenia do samego siebie.
– Kocham cię – mówię cicho. Nienawidzę siebie za to wyznanie, a on nie odpowiada. Chwiejnie wchodzi po schodach, jakby mnie tu nie było. Słyszę jego cichnące kroki i odgłos zamykanych drzwi.
Po chwili wpatrywania się w przestrzeń, w której jego już nie ma, i słuchania, jak pęka moje połatane serce, wracam do kuchni i wyłączam piekarnik. Nie odłożę strogonowa na jutro. Będzie smakował gorzkim wspomnieniem tego dnia. Nie ma kolacji. Nie ma nas. Czasem zastanawiam się, czy on chce mnie zabić, żeby raz na zawsze z tym skończyć. Pozbyć się tego ciężaru. Może ja też trochę chcę go zabić.
Mam ochotę na kolejny kieliszek zakazanego wina, ale zwalczam pokusę. Twarz i tak już spuchła mi od łez. Nie zniosę następnej kłótni. Może rano się pogodzimy. Podmienię butelkę, a on nie dowie się o moim pijaństwie.
Spoglądam przez okno na ogród, po czym w końcu gaszę światło na ganku. Widzę swoje odbicie w szybie. Odbicie pięknej kobiety. Dbam o siebie. Dlaczego on mnie już nie kocha? Dlaczego nasze życie nie może wyglądać tak, jak pragnę, jak chcę, po wszystkim, co ode mnie dostał? Mamy mnóstwo pieniędzy. On pracuje w zawodzie, o którym marzył. Moim jedynym celem jest być idealną żoną i zapewnić mu idealne życie. Dlaczego nie potrafi zapomnieć o przeszłości?
Jeszcze parę minut użalam się nad sobą, wycierając i polerując granitowe blaty. Potem oddycham głęboko i biorę się w garść. Muszę się wyspać. Tak porządnie. Wezmę pigułkę, żeby nic nie czuć. Jutro będzie inaczej. Musi być. Wybaczę mu. Zawsze mu wybaczam.
Kocham mojego męża. Od zawsze, od pierwszego wejrzenia i nigdy nie przestanę. Nie zrezygnuję z tego. Nie mogę.


Fragment książki zamieszczony dzięki uprzejmości Wyd. Prószyński i S-ka.