Bookeriada

RECENZJA: EMILY BRONTË, "WICHROWE WZGÓRZA"

Charlotte Brontë napisała o książce swojej siostry Emily w ten sposób: „Pełne dzikości i zawiłe, jak korzenie, z których wyrastają wrzosowiska.”

Polski czytelnik mógł do tej pory zrozumieć to zdanie tylko częściowo – poznając fabułę Wichrowych Wzgórz oraz zawarte w niej przemyślenia dotyczące natury ludzkiej, bardzo brutalne w swojej wymowie. Jednak dopiero nowe tłumaczenie powieści, autorstwa Piotra Grzesika, odsłania przed nami drugie, równie ważne znaczenie słów Charlotte – niezwykłość języka, którym napisane zostały Wichrowe Wzgórza. Pierwszy przekład na język polski autorstwa Janiny Sujkowskiej ukazał się po raz pierwszy w 1929 roku i znacznie wygładzał ekstrawagancje autorki.

W oryginale, cała książka odznacza się brutalnym, chropowatym słownictwem. Jest napisana w zaskakująco „męskim” stylu, co stało się jedną z przyczyn wielokrotnych dyskusji i  wątpliwości dotyczących jej autorstwa – dla wielu osób w XIX wieku i później, nie do uwierzenia było, aby taką powieść napisała kobieta. Co ciekawe, dominuje w niej nie tylko słownictwo, jak napisał Eryk Ostrowski, „rodem z miejscowej oberży”, ale także dialekt okolic Yorkshire. Aby oddać wrażenie przynajmniej zbliżone do oryginalnego, nowy tłumacz posłużył się w polskiej wersji gwarą góralską. Zabieg ten, dodatkowo wyostrzył i uczynił bardziej zauważalnym, charakterystyczny humor Brontë, który równoważy częściowo grozę wydarzeń.

Wichrowe Wzgórza opowiadają historię Catherine i Heathcliffa oraz nieszczęśliwej miłości, której niszczycielska siła odbije się jeszcze na pokoleniu ich dzieci. Mówią o nierównościach społecznych, braku samodzielności w myśleniu, które cechowały kobiety tamtej epoki, urażonej dumie, mentalności dziewiętnastowiecznych mieszkańców wrzosowisk, a nawet kryją w sobie zakamuflowany wątek masoński. Pomimo ogromnej popularności, książka jest znana przede wszystkim jako romans, co nie jest zgodne z jej przynależnością gatunkową, bo najbliżej jej chyba do powieści gotyckiej, a także nie wyczerpuje możliwości interpretacyjnych.

W swoim posłowiu Piotr Grzesik interesująco opowiada między innymi o popkulturowych tropach, którymi można śledzić recepcję Wichrowych Wzgórz na przestrzeni lat – niezliczoną ilość ekranizacji (zarówno filmów jak i seriali), rolę piosenkarki Sinéad O’Connor jako Emily Brontë w jednej z nich,  słynną piosenkę Kate Bush.

Wichrowe Wzgórza to fenomen, który nie słabnie pomimo upływu lat. Warto się  z nim zapoznać również w jego nowej odsłonie.

 Aleksandra Byrska