Bookeriada

Recenzja: Jacek Matecki, „Dramat Numer Trzy”

Autor tej książki musi być szaleńcem, bo kto z własnej woli wywozi się w głąb Rosji, by napisać reportaż o prowincjonalnym teatrze? Dodam więcej: Jacek Matecki w „Dramacie Numer Trzy” zastanawia się, czy ten temat jest warty książki, czy kogoś zainteresuje relacja z „zadupia”. Który autor pozwala sobie na coś takiego? Przecież trzeba napisać, że książka jest rewelacyjna, a nieprzeczytanie jej spowoduje poważne braki w wiedzy czytelnika i dziurę w światopoglądzie! Jeśli to mało – w tekście znajdziemy fragment, w którym autor rozmawia sam ze sobą. Jacek Matecki właściwie od samego początku książki nie ukrywa, że jest pozytywnym wariatem, więc właściwie miałam gwarancję, że w rękach trzymam dobry reportaż.

Wszystko zaczęło się od wysłania listów do dyrektorów teatrów w mniejszych miejscowościach. Pozytywnie odpowiedziała jedynie Ludmiła Stiepanowna, która nie wierzyła, że ktokolwiek z Polski naprawdę pofatyguje się do Kamieńska Uralskiego. Jacek Matecki wkrótce przekroczył próg teatru Dramat Numer Trzy. Mógł zaglądać w każde miejsce, towarzyszyć zespołowi podczas prób, rozmawiać z aktorami. Był tylko jeden problem, którego można było się spodziewać, ale kłopot z zaufaniem rozwiązano w typowo słowiański sposób (przy okazji dowiadujemy się o zwyczajach panujących w teatrze, np. po zakąski wysyła się młodych aktorów). Z czasem oczywiście było coraz lepiej, poznajemy kolejne osoby, a zawsze padało jedno pytanie: „Czemu Kamieńsk Uralski?”. Czemu ci wszyscy ludzie nie zbiorą się do Moskwy, by mieć szansę na prawdziwą karierę? Odpowiedzi są przeróżne, wydają się sensowne, ale samemu trzeba ocenić ich szczerość.

Motywem przewodnim całej książki jest rozwiązanie zagadki związanej ze sztuką pt. „Kto zabił Annę” i w tej sprawie autor przeprowadził dochodzenie godne komisarza śledczego. Czy udało mu się wyciągnąć prawdę o tym spektaklu-trzęsieniu ziemi? Kolejną ważną częścią są wspomniane już wywiady z aktorami. Rozmowy przytoczone w książce nie dotyczą tylko teatralnych ploteczek czy tego, jaki powinien być prawdziwy rosyjski artysta. Autor pokusił się również o zadawanie mniej wygodnych pytań, dzięki czemu w książce znajdziemy rozmowy na temat polityki i – wg mnie najciekawsze z całego „Dramatu Numer Trzy” – rozważania na temat „robienia skrótów”, które ukazują ciekawy rozrzut między tym, o czym jest sztuka „Jutro była wojna”, jak zrozumiała ją młodzież (spektakl powstawał w ramach Młodzieżowego Studio „Eldorado”) i jak skróty historyczne wyjaśniała dyrektorka teatru.

Nasz autor-wariat kilka razy wspominał o tym, że miał różne przejścia z wydawcą, a skoro już musiał dodawać podpisy do zdjęć, to zrobił to po swojemu. Tutaj mam też uwagę do wydawcy – słusznie „zamęczaliście” Jacka Mateckiego, bo ostatecznie książka jest wciągająca, ale nie zauważyliście drobiazgu na jednej z dostarczonych przez autora fotografii! Niby niepozorny kursor, który jest widoczny na uchu sfotografowanej postaci, ale śmiem sądzić, że to psikus ze strony autora. 😉

Ten reportaż zainteresuje nie tylko osoby, które z przyjemnością pochłaniają literaturę o teatrze. To przede wszystkim intrygująca opowieść o ludziach, ich marzeniach, przyjaźniach, kłótniach, historiach. Z jednej strony tak podobnych do nas, a z drugiej zupełnie innych i czasem trudnych do zrozumienia. Czyż nie brzmi znajomo wypowiedź w stylu: „Nie widziałem tego spektaklu, ale wiem, że jest zły”? Tym razem to nie cytat z naszego polskiego podwórka, a tekst Ludowego Artysty z tzw. „Muchosrańska”, czyli rosyjskiego odpowiednika „dziury zabitej dechami”. Co za szczęście, że jednak istnieją ludzie, którzy z chęcią wybierają się w takie miejsca, potem piszą reportaże i dzielą się smaczkami. 🙂

Alicja Sikora