Bookeriada

Recenzja: John Steinbeck, „Podróże z Charleyem. W poszukiwaniu Ameryki”

Podróże z Charleyem – dzieło wybitnego pisarza Johna Steinbecka, który ma w swym dorobku m.in takie dzieła jak Myszy i ludzie, Grona gniewu czy Na wschód od Edenu, tym razem snuje opowieść o podróży. Nie tylko takiej, którą możemy doświadczyć fizycznie, w której podstawą jest środek lokomocji, a czas sprzyja pokonywaniu kilometrów. To opowieść o wgłębieniu się w podróż jaką jest przede wszystkim życie człowieka.

Każda podróż jest inna i nie ma dwóch takich samych. Odnosi się to również do życia. Główny bohater zapuszcza się w głąb Ameryki, obserwuje życie codzienne, poznaje kolejne stany. Towarzyszy mu oddany przyjaciel – stary pudel francuski – Charley. Po wielu przygotowaniach wsiadają do Rosynanta – wyposażonego pod każdym względem wozu i wyruszają. Rosynant, nieprzypadkowe połączenie nazwy pojazdu z imieniem konia znanego przeciwnika wiatraków – Don Kichota, nadaje historii dodatkowy sens. Przez kilka kolejnych miesięcy, główny bohater kolekcjonuj nowe przygody i napotyka na swej drodze nowych ludzi.
Przygotowując się zdaje sobie sprawę, że im więcej planowania, tym większe prawdopodobieństwo niepowodzenia: „Myślę, iż w długofalowym planowaniu podróży jest utajone przeświadczenie, że do niej nie dojdzie”.

To tak jak w życiu – im więcej kombinujemy i się szykujemy, tym mniej jesteśmy gotowi i tym więcej widzimy przeszkód. Bo przecież trzeba być w dobrej kondycji, trzeba mieć odpowiednie wyposażenie, pogodę, czas i wszelkie inne mniej lub bardziej zależne od nas okoliczności sprzyjające. Podróżowanie to dla nas test, a wiadomo, że nowe to zawsze niepewne i straszne. Może przynieść coś dobrego, ale czy warto to sprawdzać? Czy nie lepiej zastygnąć w teraźniejszości, przecież obecna sytuacja nie jest znowu taka zła… Przecież zawsze może być gorzej… To po co pogarszać? Czy jest w tym jakiś cel? Być może będzie dobrze, ale czy lepiej? Czy warto się narażać?

Człowiek nie lubi zmian, nie lubi próbować czegoś nowego, bo to nowe jest niepewne, wzbudza niepokój i strach. Ale często nie zdajemy sobie sprawy ile przez tą naszą bojaźń tracimy. Albo, co gorsza, zdajemy sobie sprawę, ale i tak nic nie zmieniamy i żyjemy w domysłach, w poczuciu niespełnienia i winy za zaprzepaszczoną szansę.

Tak też jest z podróżą, a dokąd, a z kim, a po co, a kogo spotkamy itd. itd. itd…

Wątpliwości są nieodzowną częścią każdego z nas, siłą jest podjęcie ryzyka. Bo przecież życie jest wędrówką. Codziennie podejmujemy nowe wyzwania, spotykamy nowych ludzi. Uczymy się czegoś nieznanego. To aż namacalnie łączy się z podróżą. Znajomości w drodze są często znaczące, oryginalne. Bo czy człowiek może być nijaki? Według bohatera jest to niemożliwe, bo każdy coś ma w sobie, przynajmniej „to obojętne oko, apatyczną rękę”, tak jak kelnerka, którą poznał podczas jednego z wielu postojów – wbrew pozorom nie jest nijaka. Każdy coś wnosi w nasze życie. Czegoś nas uczy, coś w nas zmienia. Przypadkowo poznana osoba może mieć na nas i nasze życie ogromny wpływ.

Podczas podróży, podczas pobytu sam na sam ze sobą, podczas skontrastowania naszego życia w innych warunkach, z innymi ludźmi, którzy nas nie znają, dowiadujemy się o sobie dużo więcej niż przez lata obserwacji monotonnego życia.

Jeżeli chcecie zwiedzić Amerykę, znaleźć się w San Francisco w odwiedziny u znajomych, oglądać niedźwiedzie w Parku Yellowstone, zaobserwować także okrutne oblicze rasizmu, poznać wielu nowych ludzi oraz zobaczyć wiele innych ważnych i interesujących miejsc – zapraszam do lektury.

Sabina Bienia