Bookeriada

Recenzja: Katarzyna Enerlich, „Studnia bez dnia”

Każdy człowiek tworzy swoją historię. Niektóre z nich są bardziej widoczne na kanwie losów świata. Dzięki takim żywotom cywilizacja ma szanse się rozwijać, dzięki innym znaleźć można skarby, doświadczyć czegoś niezwykłego, gdyż przeszłość zawsze zostawia odcisk na przyszłości.

Główną bohaterką „Studni bez dnia” autorstwa Katarzyny Enerlich jest Marcelina. Będąca świadkiem zdrady, a potem śmierci męża, zmuszona została do znalezienia nowego lokum oraz dodatkowej pracy. Jako restauratorka starych mebli i ram znajduje zajęcie u twórcy pamiątek – Tadeusza. Tak rozpoczyna się historia pełna niespodzianek, w której główną rolę odgrywa legendarny kupiec gdański. Ponoć przed śmiercią był w posiadaniu niezwykłego pierścienia, który miał ofiarować swej kochance. Legendę o owym handlarzu postacie poznają i rozwijają przez całość powieści na nowo – cały czas dokładane są nowe elementy.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, z dreszczykiem emocji. Fabuła rozbudowana, okraszona historią oraz szybka akcją. Bohaterowie są dynamiczni, mają liczne przemyślenia o świecie, cały czas rozwijają się. Każdy z nich ma do przekazania twarde prawdy o życiu, łącznie z tą, iż ludzi nie powinno się oceniać od razu. Wraz z nimi czytelnik odbywa spacer po Gdańsku, przemierza ulice, odwiedza pracownie, ogląda zabytki.

Całość wydana w twardej oprawie na odpowiednio dobranym papierze pozwala zanurzyć się w porywającą historię. Dodatkowo autorka zamieściła liczne zdjęcia wykonane przez siebie w kolorze sepii powiązane z fabułą – znaleźć można na nich warsztat twórcy pamiątek, gmerek jednego z kupców, tytułową studnię w jednej z pracowni, „okno bez dnia”,  modrzewiową belkę z sygnaturą Martinusa z 1694 roku. Wszystko to tworzy interesującą opowieść wartą przeczytania.

Dominika Filek