Bookeriada

Recenzja: Magda Stachula, „Idealna”

Głównej bohaterki nie da się lubić. Na początku czytania doprowadziła mnie do takiej wściekłości, że miałam ochotę cisnąć książką o glebę.

Życie Anity kręci się wokół kalendarzyka, wizyt u ginekologa i kolejnych testów ciążowych. Problemy z płodnością odbijają się na jej małżeństwie – swojego męża traktuje jak chodzący pojemnik na spermę z dozownikiem, który musi „wykazywać się” w wyznaczonych dniach. Z kolei on coraz częściej wymyka się z domu, a po setnej awanturze zastanawia się, co się stało z jego niegdyś cudowną żoną. To po prostu efekt długotrwałego stresu wynikającego z niemożliwości zajścia w upragnioną ciąży, czy może kryje się za tym coś innego? Do tego wszystkiego dochodzą cudze przedmioty, które główna bohaterka odnajduje w swoich rzeczach, a potem jeszcze inne wydarzenia budujące napięcie.

Narracja jest prowadzona z perspektywy czterech osób: Anity, Adama, Marty i Eryka, co dało ciekawy efekt. Np. Adam cieszy się, że nareszcie spędził miły wieczór z żoną, nie było kłótni, no i w końcu kochali się ot tak, spontanicznie i dla przyjemności, a nie dlatego, że akurat wypadają dni płodne. Relacja Anity jest całkowicie inna – ona czuje się… brutalnie zgwałcona. Muszę jeszcze wspomnieć o Eryku. Jego opowieści o pracy, sztuce i kolejnych kobietach goszczących w łóżku wydawały się tylko elementem przeszkadzającym. Jak to zwykle bywa, jego obecność nie jest przypadkowa, ale autorka bardzo długo nie ujawnia, kim tak naprawdę jest i jaka jest jego rola.

Trzeba przyznać, że Wydawnictwo Znak Literanova przygotowało dobrą promocję książki. W opisie „Idealnej” widnieje informacja, że „ta książka nie ma tego, co tak bardzo lubią wydawcy: międzynarodowych nagród, znanego nazwiska autorki czy informacji o milionowej sprzedaży za granicą”. Zwykle wszyscy prześcigają się w zachwytach, więc ta nietypowa (anty)reklama zwróciła moją uwagę. Widniejące na okładce „zawsze jest ktoś, kto cię obserwuje” od razu skojarzyłam z „oni wiedzą, co robisz”, które promowało thriller „Zero” Marca Elsberga (Wyd. W.A.B.). Te dwa tytuły łączy również motyw podglądania ludzi przez kamery monitoringu, choć powody wplecenia tego wątku były zupełnie inne. Zwykle nie daję się nabierać na hasła typu „taka książka się zdarza raz na tysiąc”, ale w tym przypadku chciałam sprawdzić, czy tekst „zapamiętajcie to nazwisko” nie jest przesadzony.

Mniej więcej w połowie książki już domyślałam się, o co tu chodzi, a za kilka stron dostałam potwierdzenie. Skoro mamy rozwiązanie, to o czym jest dalsza część książki? Bardzo żałowałam, że autorka nie rozwinęła pierwszej części i nie pogłębiła zagadki. Anitę można było jeszcze trochę „podręczyć”, nieco bardziej zróżnicować język używany przez kolejnych narratorów i uintensywnić nastrój niepokoju. Ciąg dalszy nie jest zły, ale raczej nie nazwałabym go thrillerem psychologicznym. Niestety nie wciągnął mnie aż tak bardzo jak początkowa część fabuły.

Mimo kilku niedociągnięć, nie skreślam „Idealnej” i nie żałuję czasu poświęconego na lekturę. Po niezłym debiucie liczę na kolejną książkę, ale mocniejszą, taką, która sponiewiera czytelnika.

Alicja Sikora