Bookeriada

Recenzja: Marcelina Kosińska, „Straszne bajki dla niegrzecznych dzieci”

Lubię bajki. Od zawsze tak było, choć jak się ma tyle lat co ja, to lepiej się do tego nie przyznawać publicznie. Dlatego czytam je w domu, żeby nie narażać się na szydercze spojrzenia w autobusie, które odczytuje jako „taka stara, a bajki czyta”. To czytanie w ukryciu ma swoje plusy. Zwłaszcza przy lekturze „Strasznych bajek dla niegrzecznych dzieci”. Bo takich historii powinno się słuchać będąc w ukryciu, czy to na kolonii w trakcie ciszy nocnej, czy po zgaszeniu przez rodziców światła w pokoju, pod latarką.

Nie jestem pedagogiem, więc ciężko jest mi oceniać książkę pod względem wychowawczym, ale muszę przyznać, że jeśli chodzi o budowanie nastroju i wyobraźnie autorki to jest to literatura na całkiem niezłym (choć kierowanym do dzieci) poziomie.

Książka jest zbiorem kilku króciutkich bajeczek, z których niektóre bawią, inne smucą, a jeszcze inne straszą. Jest tym bardziej ciekawa i bardziej wartościowa, że uwypukla to co w bajkach często ma miejsce – niewyjaśnione zdarzenia, okrucieństwo na świecie, przerażenie, a w tym wypadku jeszcze niejednokrotnie brak szczęśliwego zakończenia. Jest to książka, gdzie od początku widać kto jest dobry, a kto zły. Negatywne postacie zawsze spotyka sroga kara, a każda bajka ma swój morał, choć przekazany w sposób zaskakujący i trochę przerażający.

Marcelina Kosińska rozpoczyna swój zbiór bajek, zapoznając czytelnika z krwiożerczą wampirzycą, duchami w zamkniętych pokojach, mściwymi skrzatami i potworami z rzeki. Zdecydowanie do moich ulubionych należy historyjka o Babie Jadze i Czarownicy (kto nie lubi spoilerów, lepiej niech już dalej nie czyta, ale po prostu nie mogę się powstrzymać przed opisaniem tej historii). Już sam tytuł uważam za wyjątkowo komiczny. Bajka opowiada o dwóch staruchach, które mieszkają po sąsiedzku – oczywiście w paskudnych chatach w ohydnym otoczeniu bajor, bagien. Nagle obie kobiety zapragnęły tego samego przejeżdżającego okolicą księcia. Ot tak biedaczyna przejeżdżał samotnie przez mroczne mokradła jak to przecież zazwyczaj członkowie królewskich rodów mają w zwyczaju. Każda z kobiet była ambitna i widziała siebie w roli przyszłej królowej, więc nastąpiła naturalna walka o mężczyznę. Z opresji naiwnego młodzieńca ratuje… kaczka, która zgodnie z zasadami świata bajek, zamienia się w księżniczkę. Cała opowiastka mieści się na czterech stronach, a zaręczam, że popłynęło mi wiele więcej łez ze śmiechu przy jej czytaniu, podobnie jak przy innych opowiadaniach.

Anna Kokoszka