Bookeriada

Recenzja: Marta Grzywacz, „Obrońca skarbów. Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki”

Jako osoba zakochana w Krakowie nie mogłam obok książki Marty Grzywacz przejść obojętnie. Tak samo, jak nie można tego zrobić w obliczu ołtarza Wita Stwosza, monumentalnego dzieła średniowiecznego artysty, które do dziś zdobi główną nawę Kościoła Mariackiego, przyciągając rokrocznie miliony turystów. Nie trzeba być koneserem ani znawcą gotyckiego rzeźbiarstwa, aby docenić ogrom wizjonerskiej pracy norymberskiego artysty.

I tutaj właśnie, przy wspomnieniu pochodzenia Wita Stwosza, zaczyna się cała historia. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem II wojny światowej zrodził się plan: Trzecia Rzesza nie tylko rządzić będzie europejskim kontynentem, ale zgromadzi wszystkie (dosłownie!) najważniejsze dzieła sztuki, precjoza, klejnoty, jakiekolwiek wartościowe przedmioty, a w szczególności te, które w jakiś sposób wiążą się z niemiecką historią. Przez długie miesiące przed wrześniem 1939 roku agenci, pod pretekstem różnego rodzaju badań naukowych, zwiedzali muzea Europy, katalogowali zbiory, gromadzili cenne informacje, aby w chwili wybuchu wojny zagarnąć możliwie najwięcej najmniejszym wysiłkiem. Na liście nie zabrakło ołtarza mariackiego, dzieła, którego autor znany był dopiero nieco od ponad wieku, a którym okazał się być artysta norymberski. To rozbudziło wyobraźnię nazistów – naród powinien odzyskać to, co do niego należy! Ołtarz Stwosza musi stanąć w Norymberdze. I się zaczęło…

Zaczął się wyścig z czasem. Kroczące przez polskie ziemie niemieckie wojsko grabiło wszystko, co napotkało. Niebezpiecznie zbliżało się też do Krakowa, w którym znajdowały się niezliczone dzieła sztuki i zabytki. Priorytetem stało się ukrycie najważniejszych dla lokalnej społeczności i dla świata sztuki przedmiotów. Wśród nich znalazł się ołtarz, a zadanie jego ukrycia wziął na siebie Karol Estreicher młodszy. Człowiek, który już od dawna zgłaszał ministerstwu konieczność działania, jednak bez żadnego odzewu. Człowiek, który przez lata uważany był za buntownika, być może nawet był rodzinnym wyrzutkiem, niezrozumiały przez nikogo, niechętny do kontynuowania dzieła ojca i dziadka – „Bibliografii Polskiej”. Czy kiedy był młody i sprawiał problemy wychowawcze, nie chciał się uczyć i przynosił do domu frywolne pisma ktokolwiek mógł się spodziewać, że to właśnie on ochroni najcenniejsze skarby Krakowa?

Książka „Obrońca skarbów” Marty Grzywacz opowiada właśnie o wielkim trudzie, jaki w ratowanie dzieł sztuki, przede wszystkim zaś ołtarza Wita Stwosza, włożył Karol Estreicher młodszy. O tym, jak walczył z bezdusznymi instytucjami, jak jego sprzymierzeńcami w obronie kultury stawali się ludzie prości, przedstawiciele klasy robotniczej. To także opowieść o tym, że w tle dramatu wojennego, który najczęściej rozpatrywany jest z perspektywy dramatu milionów ludzi, którzy stracili wówczas życie, toczyła się inna walna – czy mniej ważna? Czy warta mniejszych poświęceń? Dla wielu na pewno nie, ale dla Estreichera warta była każdego działania. Stworzona przez Grzywacz opowieść to naprawdę fascynująca podróż w historię II wojny światowej, to lektura dynamiczna, ale i wzruszająca, pouczająca, godna uwagi.

Sylwia Tomasik