Bookeriada

Recenzja: Tove Jansson „Wiadomość”

Tove Jansson to postać wszystkim dobrze znana jako autorka cyklu książek o Muminkach. Jednak już mniej osób wie, że Jansson była wszechstronną, utalentowaną artystką. Tworzyła również książki dla dorosłych, a także obrazy, freski i ilustracje. Studiowała malarstwo w Sztokholmie, Helsinkach oraz Paryżu.

„Wiadomość” wydana przez Wydawnictwo Marginesy jest niepowtarzalną okazją spotkania z twórczością pisarki dla dorosłych. To zbiór uznawanych za najlepsze opowiadań z różnych etapów życia pisarki, przetłumaczonych przez Teresę Chłapowską i Justynę Czechowską – dwie wyjątkowe tłumaczki literatury skandynawskiej na język polski.

Są to teksty jedyne w swoim rodzaju, bardzo zbliżające czytelnika do postaci samej autorki. Odpowiadają na pytania o istotę twórczości, przedstawiają życie artysty jako nieustanne pole walki – z samym sobą, z dziełem, z nieustannym napięciem pomiędzy wyobrażeniem i rzeczywistością.

Z kolei te utwory, które opowiadają o relacjach międzyludzkich, zwłaszcza tych między kobietami, pokazują jak przenikliwą obserwatorką była Jansson. Jej portrety relacji matek i córek – splątania miłości, uzależnienia, poczucia obowiązku, strachu przed samodzielnością i trudnego piękna, które jest zawsze wpisane w ten, jeden z najtrudniejszych może, ludzkich związków, są niezwykle dotkliwe, przejmujące.

Równocześnie oszczędne i proste, a jednak oddziałujące na zmysły historie, noszą w sobie pierwiastek zachwytu, upojenia życiem mimo wszystko. Podskórnie są one wciąż obecne – w opisach świętujących studentów, codziennego życia starszych i młodszych, rodzinnych historiach i opisach przyrody. Te ostatnie zajmują tutaj szczególne miejsce.

Większość życia Tove Jansson spędziła na fińskiej wyspie Klovharu, uznawanej często za pierwowzór Doliny Muminków. W opowiadaniach bardzo dobrze widać, jak ukształtowało to jej wrażliwość na otaczającą ją przyrodę. Mimochodem Jansson nasącza swoje teksty nieustanną obecnością morza, fakturą drewna, trawy i skał. Potrafi również wprowadzić do utworów ciszę, nie stosując żadnych nadzwyczajnych zabiegów. Przejmująca jest perspektywa, z której Tove Jansson obserwuje zwierzęta – empatyczna, otwierająca, ale też wskazująca jak niewiele może o nich naprawdę wiedzieć człowiek. Jak w opowiadaniu zatytułowanym „Wiewiórka”, które rozpoczyna ten niezwykły, wstrzymujący oddech, wręcz hipnotyzujący fragment:

„Któregoś bezwietrznego dnia w listopadzie, krótko przed wschodem słońca, zobaczyła wiewiórkę na brzegu, koło łodzi. Zwierzątko siedziało nieruchomo, blisko wody, ledwo widoczne w półmroku, ona jednak nie miała wątpliwości, że to żywa wiewiórka, a już od bardzo dawna nie widziała nic żywego. Mewy się nie liczą, bo zawsze są w pędzie, jak wiatr nad falami cz trawą. Włożyła płaszcz na nocną koszulę i usiadła przy oknie. Było zimno, w czworokątnym pokoju o czterech oknach chłód zastygł w miejscu. Wiewiórka nie ruszała się. Co właściwie wiemy o wiewiórkach? Przypomniała sobie, że żeglują z wiatrem na kawałeczkach desek między wyspami. (…) Dlaczego wiewiórki żeglują?”

Aleksandra Byrska