Bookeriada

Recenzja: Waldemar Bawołek, „Echo słońca”

Waldemar Bawołek jest laureatem konkursu „Nowego Nurtu”, jego powieść To co obok zyskała nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. Echo słońca, wydane przez Wydawnictwo Czarne, to piąta publikacja autora.

Główny bohater powieści opiekuje się swoją starą, cierpiącą na demencję matką. Nie pracuje, żeby stale służyć jej pomocą – kobieta nie potrafi poradzić sobie nawet z muchą latającą po mieszkaniu – przy czym wszystkie jego działania spotykają się z krytyką. Matka i syn są całkowicie od siebie zależni, jest między nimi dużo żalu i wzajemnej niechęci, a jednocześnie nie są już w stanie żyć osobno. Tkwiące w nich frustracje wyładowują na sobie nawzajem: „…należy wysłuchać matki, co ma do powiedzenia, gdy tak stoi przede mną z kawałkiem boczku w ręku i pyta, gdzie to kupiłem, dlaczego taki tłusty, dlaczego aż tak dużo. Ale to dopiero początek, gdyż po chwili jest z powrotem z białym serem, by zapytać, dlaczego taki tłusty, dlaczego tak dużo, czy nie było mniejszego kawałka. A te pretensje, w sytuacji, gdy sama nigdy nie była na tyle przystosowana, żeby móc przyjmować gości, być dobrą matką i żoną. Nieżyciowa kura domowa, co to o nic nie umiała się należycie postarać. Żadne wybory, decyzje, nigdy nic nie załatwiła, o nic nie umiała się postarać, żadnych znajomości, koneksji, z nikim zażyłości, nic, żeby zaistnieć”. Ten starszy już przecież człowiek, wracając ze sklepu i słuchając uwag matki na temat zakupionych produktów, znów staje się małym chłopcem, odartym ze swej męskości, który niewłaściwie wypełnił obowiązki.

Pozorne chwile wolności bohater spędza z kolegami znajdującymi się w podobnej sytuacji. Piją piwo i palą tanie papierosy, wspominając zmarłych kolegów – tych, którzy odeszli po długiej chorobie lub sami odebrali sobie życie. Śmierć w powieści Bawołka jest wszechobecna. Bohater coraz częściej odwiedza kolegów w szpitalu i chodzi na pogrzeby, zdaje sobie sprawę, że jego dni również są policzone. To poczucie potęguje również świadomość, że życie przedstawionego w powieści mężczyzny, choć trwa, dawno już dobiegło końca: „Polska ustawia nas w długich kolejkach do lekarzy, urzędów pracy i innych wydawaczy świstków. A gdy długo czekamy, tracimy z oczu cel. Przestajemy się zastanawiać, o co nam chodzi w życiu, bo myślimy już tylko o tym, kiedy wreszcie skończy się kolejka i ktoś wywoła nasze nazwisko”. Dlatego właśnie Skrytek tak często fantazjuje na temat własnej przeszłości. Wraca do niej i ubarwia, tak że właściwie nie wiadomo, co jest fantazją, a co wydarzyło się naprawdę. Skrytek równocześnie czeka na śmierć i boi się jej, nie wie jak żyć, ale kurczowo się życia trzyma, chciałby uwolnić się od matki, lecz nie jest w stanie się na to zdobyć.

Narracja należy do starszego, zrezygnowanego i pozbawionego nadziei człowieka. Nie ma w niej więc nagłych zwrotów akcji czy punktu kulminacyjnego. Opowieść ożywia się nieco jedynie w momentach, gdy do głosu dochodzą fantazje Skrytka. Echo słońca to propozycja dla tych czytelników, którzy szukają powieści prowokującej do rozmyślań.

Justyna Techmańska