„Najlepiej w życiu ma Twój Kot, bo jest przy Tobie” – pisze z Zakopanego przyszła Noblistka Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. To po jego śmierci powstanie słynny wiersz „Kot w pustym mieszkaniu”.

Nie byli typową parą – spędzili ze sobą ponad dwadzieścia lat, ale nigdy razem nie zamieszkali. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie” – mówiła.

W chwilach rozłąki zawsze pisali do siebie listy. Listy zabawne, liryczne, miłosne. Znajdziemy w nich i intymne wyznania i ceny cielęciny czy jajek, refleksje nad własnym warsztatem pisarskim i nad twórczością kolegów, opowieści o rodzinie i przyjaciołach.

Mistrzowsko napisane, pełne tęsknoty i czułości pozwalają wniknąć w wyjątkowe uczucie łączące dwoje ludzi, którzy – jak o nich mówiono – nawet jeśli stali do siebie plecami, cały czas patrzyli sobie w oczy.

Książka z oferty: Wydawnictwo Znak.


Szymborska_Filipowicz_Lis

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz
„Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy” – fragmenty

2 IX 68

Kochana! Niestety, te duże orzechy (piękne, co?!) – to nie z naszego
ogrodu. A małe pochodzą z dwóch drzew przeze mnie zasadzonych,
ale jedno z nich znalazło się poza obrębem naszej posesji.
Jest jednak takie prawo, które pozwala korzystać z owoców, które
rodzą gałęzie zwisające na naszą stronę. Jest to prawo słuszne, bo
te gałęzie są odżywiane przez korzenie sięgające pod ziemią na naszą
stronę posesji tak daleko jak daleko sięgają gałęzie [tu rysunek].
Nie są to więc w rozumieniu prawa owoce kradzione. Smacznego!
Orzechy są bardzo zdrowe na: płuca, serce i na głowę. Całuję bardzo.
Tyle razy, ile jest orzechów – Kornel
Jedz szybko, bo orzechy nie suszone lubią pleśnieć!

Wisławo Kochana!
Jeśli nie zaprzestaniesz ustawicznego podawania w wątpliwość
swojej wartości jako kobiety i człowieka (kwestionując w ten sposób
sens i wartość moich uczuć do Ciebie!) – będę zmuszony zastosować
środki odwetowe. Jakie – tego jeszcze nie wiem, ale nie
będą one przyjazne!
Miałem dzisiaj ciężki dzień, gonitwę od 7 rano (do analizy), z przerwą
obiadową do 17.30; jutro także nie lepiej: targ, Adam, gotowanie
obiadu, Al, wizyta faceta z TV w sprawie audycji o Marii,
telefony, telefony, korekta (cieniutkiego) tomiku opowiadań. (Cenzura
ciągle jeszcze trzyma Wybór. Podejrzewam, że posłali go do
Warszawy.)
Na poprzedniej stronie listu do Ciebie byłem zmuszony pod naciskiem
cenzury (wewnętrznej) usunąć spory kawał tekstu! Co za
czasy!
Cieszę się, że zdobyłaś ten kącik, w którym możesz trochę pomyśleć
w samotności (i popisać). Praca – jak mawiał mój profesor
w gimnazjum – jest przekleństwem, ale i największym dobrodziejstwem
człowieka! (?)
Ciekaw jestem, czy dostaniesz przepustkę na piątek. Jeśli dostaniesz,
będzie to znaczyło, że mamy pecha – albo że Twój szef mnie
nie lubi.
U nas paskudnie pociemniało, liście na drzewach żółkną, ma się
ku zimie, Wisławo!
Będziemy wkrótce obchodzić rocznicę. Ale się broniłem przed Tobą,
co? No i nie pomogło!
Całuję Cię!
K.

29 I 69
Droga Wisławo!
Proszę o możliwie szybką odpowiedź: czy będziesz ze mną chodziła
na piwo do Gospody Zamkowej? Nadszedł właśnie transport
piwa butelkowego, pełnego. Niestety schody prowadzące do lokalu
są fatalnie oblodzone, co daje się we znaki zwłaszcza przy opuszczaniu
Gospody Zamkowej!
Uściski – K.

Abacya, 30 stycznia 1909
Łaskawy Panie! Otóż jestem znowu w Abacyi, skąd schnellzugiem
do Wiednia, a stamtąd już wprost do Lanckorony, gdzie rada będę
znaleść Pana w zdrowiu i równym humorze. Dnia 3-go lutego
wyślij Pan konie w południe na stacyę, niech powozi ten poczciwy
Michał, tylko nie w liberyi lub Boże broń jakiejś starej kapocie, ale
w sukmanie i czapce z pawiem piórem, gdyż kto wie czy nie przyjadę
w towarzystwie lorda Overolla, niestrudzonego badacza dzikich
ludów afrykańskich, który bardzo żywo zainteresował się mymi
opowiadaniami o obyczajach ludu naszego. Mielibyśmy wtedy na
jakiś czas gościa, któremu trzeba pokazać wszystko co widzenia
warte a to kolędników z turoniem, śmigus i obrzędy dożynkowe.
Powiesz Pan, że nie pora na to wszystko na raz, wiem, ale co począć,
jeśli lord Overoll nie będzie mógł czekać, zamierzając już
w marcu wyprawić się do Tangeru. Ale o to już wspólnie martwić
się będziemy, nie powiesz Pan choć tą razą, że Ci wszystko samemu
na głowę zwalam. Chórami dziewcząt zajmę się osobiście
(o ile zdrowie pozwoli, a influenza szalejąca w Wiedniu do łóżka
nie położy!)
Zawsze życzliwa – H. hr. Lanckorońska

[27 III 1969]
Kornelu! Xiążę!
Piszę w sobotę, więc przed niedzielnym telefonem do Ciebie i dlatego
nie pytam, co słychać, bo sobie to wcześniej oboje wyjaśnimy.
Pogoda, Kochany, jest taka, jaką dla Ciebie zamówiłam u [rysunek:
Oko Opatrzności] i życzenie moje się spełniło, tylko trochę później.
Widocznie musiało odbyć dłuższą drogę, niż myślałam.
Mój pobycik dobiega końca. Nawet gdyby nikt na mnie w Krakowie
nie czekał, już i tak chciałabym wrócić z powodu p. D., która tu nikogo
nie zna i wszystkiego oczekuje tylko ode mnie. Teraz już wyjeżdża
Wiktor W[oroszylski] i pewnie dosiądą się z ponurą córką do
mojego stolika, i będą mi umilać każdą łyżkę zupy opowiadaniem,
jaki ten świat jest podły, niewdzięczny i jak to na nikogo liczyć nie
można. A tymczasem ja jestem trochę innego zdania, np. bardzo
liczę na Ciebie. I jeśli nawet świat nie bardzo się udał, to zawsze
trafią się piękne wyjątki jak np. TY i ten nietoperz!

Zakopane 18 VIII 75
Szanowny Panie Filipowicz!
Ja do Pana list napisać, jedna Pani mi dała Pana adresa, polski pisarz
chcieć korespondować.
Ja jesdem z polskiego pochodzenia, ale Kraju dawno była i tera
przyjechała. Moje imię Marianna duda zamęrzna Nosal. Ja się cieszyć
stara ojczyzna widzieć gołe oko, ja dawno juź tutaj nie być, jak
jeszcze polska orzełka korona trzymać na głowa. Ja jak przyjechać
statek Batory to ja zaraz patrzyć gdzie orzełka, orzełka być ale korona
nie być. Ja zara jedny marynarz pytaać gdzie korona ale on się
milczeć do mnie jakby nie rozumieć. A nie rozumieć to ja a nie
on, bo on kraja nie odjechać na tyle roku. Więnc ja pytać kapitan
i starszy oficer statka i nie dostać odpowiedzenia. To ja tera na Pana
pisać korespondencją gdzie korona co ja jom pamietać z dziecka?
Mnie tu dobże jest, Tatry ładna, górale w karach, konie posprzedawać,
owies droga, benzyna droga ale oni chcieć taxi mieć, my
w długa sznurek stać i czekać aż kara przyjedzie. Ja Pana jeszcze
opowię jak więcy zobaczę. Ale Pan mi też pisać na moja listy. Spowarzaniem
Marianna Duda zam. Nosal


Fragment książki zamieszczony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.