Z dobrymi książkami jest jak… z chipsami. Kiedy już się je otworzy, po prostu trzeba sięgnąć do środka, a po skosztowaniu pierwszego, nie można przestać, aż do końca paczki. A najgorsze, że jeśli gdzieś w zasięgu wzroku leży kolejna… to historia się powtarza.

Dokładnie tak uzależniła mnie od siebie Hanna Cygler, a właściwie jej historia o losach Zosi Knyszewskiej. Kiedy skończyłam słuchać audiobookowego wydania  „Trybu warunkowego” , niczym narkoman na głodzie biegłam do księgarni, żeby kupić kolejną część.

I nie rozczarowałam się. Było warto i to jeszcze jak! W drugiej części powieści, Zosia nie jest już nastolatką. Jest młodą kobietą, którą doświadczył los. Po śmierci ukochanego mężczyzny i po ogromnym rozczarowaniu miłosnym, postanawia ułożyć sobie życie na nowo. Jednak podchodzi do sprawy już dużo poważniej, wolniej, z większą rozwagą i ostrożnością. Nie chce dać się skrzywdzić kolejnemu mężczyźnie.

Okazuje się jednak, że do przysłowiowego „tanga” nie wystarczy tylko dwojga. Tym razem na drodze do szczęścia Zosi i Witka stanęła… sytuacja polityczna. Tu właśnie widać to, co bardzo sobie w książkach Cygler cenię. Spójne i dobrze odtworzone tło historyczne, napawające nostalgią. Pewnie większość z czytelników tej książki nie przeżyła osobiście czasów strajków, internowania i walki o zmiany w Polsce,  dlatego tu kolejna wartość, bo młodzi ludzie mogą sobie uświadomić jak wyglądało życie w czasach komuny, nie tylko z podręczników historii, ale też od strony społecznej.

Książka podobnie jak jej pierwsza część nie należy do literatury „wysokich lotów”, ale to jest w niej właśnie najlepsze, bo można słuchać „w między czasie”, przerwać kiedy musimy wrócić do rzeczywistości, a po jednym, dwóch dniach, a nawet tygodniu wrócić i wcale nie traci się wątku. Na lekturę do słuchania idealne.

Żeby nie było tak „słodko”, to wątek rozdzielenia dwójki zakochanych przez sytuacje polityczną trochę mnie rozczarował. Był świetnie opisany, ale… był powtórzony. W innych książkach Hanny Cygler, choćby w „Greckiej mozaice” motyw powtarza się niemal identycznie (dla jasność Cygler napisała najpierw „Deklinację męską/żeńską”, a potem „Grecką mozaikę”, jednak zarzut powtarzalności zostaje). Zaskoczyło mnie to, bo autorka niejednokrotnie wykazała się niesamowitą kreatywnością. Dowodzą tego , nie tylko losy głównej bohaterki, ale też historie poboczne. Dzięki licznym wątkom pobocznym książka się nie nudzi, przeciwnie wciąga coraz bardziej i bardziej. Życie rodziny i znajomych Knyszewskiej jest momentami  tak wciągające, że aż chce się poprosić autorkę, żeby napisała osobne książki dla każdej z tych osób.  Jeszcze nie pisałam do Hanny Cygler, ale może jak skończę całą serię to się odważę.

Anna Kokoszka