Ani nie jest tajemnicą, ani nikogo nie obrusza wyznanie, że powszechne wyobrażenia o historii i kulturze Japonii streścić można za pomocą czterech słów: „Shogun”, Hiroszima, „Imperium słońca”. Jeśli do tego dołożymy popularność marek samochodowych takich jak Toyota, Mazda czy Mitsubishi, wydawać by się mogło, że Japonia właściwie „dzieje się” na naszej ulicy i ociera się o nią niemal każdy, i niemal tak dogłębnie jak recenzenci książki Aly Cha pt. „Zanim przekwitną wiśnie”, reprezentujący czasopisma Glamour i Elle…

Lektura tej pozycji nie powie nam nic o świecie, a już na pewno o Japonii, prócz tego, że od dziesiątek lat wszyscy mieszkańcy wysp jedzą mechiko (koniecznie z czerwoną fasolą!) a w tym miejscu naszego globu „najcenniejsze dla kobiety cechy (to): być piękną, dobrą i szczerą”. Historia pięciu pokoleń japońskich kobiet razi odrażająco schematycznym, ckliwym, plastikowym i harlekinowym wizerunkiem rzeczywistości, niczym z amerykańskich seriali typu „Dynastia” czy „Moda na sukces”. Zapewnia wstrząsające wizje, żeby wymienić choćby obraz „japońskiej Brook” podczas wizyty u wróżbity w rybackiej wiosce, pytającej o przyszłość znienawidzonej córki, która ma „romans” z ojcem (!), ponieważ w poprzednim wcieleniu, zgodnie z buddyzmem, byli oni parą kochanków.

To wypłakany przez autorkę „amerykański serial dla ociemniałych kobiet”, tyle, że dziejący się w Japonii, to rzewna historia pisana językiem dostosowanym do wyobrażeń i możliwości niewymagającego czytelnika, obraz, jakim operuje o Japonii czytelnik w Zurichu czy Nowym Yorku, gdzie, jak dowiadujemy się, powołała ten plastikowy świat autorka. I czy pisze ona w ogóle o pięciu pokoleniach kobietach japońskich, czy raczej obraz każdej z nich buduje na podstawie stereotypów europejskich, a wspominana niewyszukana stylizacja i prosta fabuła wprawić mają czytelnika w przekonanie, że zna ten kraj i jego problemy, niemal tak doskonale jak rdzenni jego mieszkańcy? Niestety nie ma żadnych podstaw, by choćby podejrzewać, że literacki „eksperyment” Cha jest próbą ukazania pewnego wyjątkowego zjawiska z historii literatury japońskiej w krzywym zwierciadle: w XVIII wieku, w okresie epoki edo, na który to czas datuje się odrodzenie intelektualne tego kraju, Japończycy przystosowywali do własnych realiów bajki europejskie – ich akcja toczyła się wyłącznie w Japonii, a pokojówki francuskie chodziły w kimonach…

Zabawa w Japonię, którą funduje nam autorka, staje sie szybko jarmarczną widokówką, zdjęciem na tle kartonowego (z wyciętymi miejscami na głowy turystów – czytelników,) obrazka z kwitnącymi wiśniami i śniegiem. Chociaż, tak właściwie, dlaczegoż by od razu na tle kartonowej scenerii? Tandetny obrazek zakupiony z portalu Shutterstock.com, który wydawnictwo Prószyński proponuje nam jako okładkę książki, nadaje się do tego nie mniej idealnie.

Joanna Roś