Naszym zdaniem

Wspaniała powieść polskiej pisarki o przeżywaniu żałoby i utracie.

7
Styl i język
7
Treść i fabuła
9
Okładka
8
Zapach

Nie lubię kryminałów, ale ta książka mi się podobała. Dlaczego? Otóż dlatego, iż mało cukru w cukrze, a kryminału w kryminale. To przede wszystkim powieść psychologiczna, poruszająca tematy, które leżą w sferze moich zainteresowań, nasycona emocjami, oblepiająca smutkiem i rozpaczą.

Można by rzec, że Wanda nosi podwójną żałobę. Jedną po swoim ukochanym mężu, drugą po swoich wyobrażeniach dotyczących jej małżeństwa. Po  tragicznym w skutkach wypadku Pawła, kobieta dowiaduje się, że człowiek, z którym dzieliła życie oszukiwał ją i miał kochankę. Musiała pochować, i człowieka, i miłość do niego. Została tylko pogarda, rozczarowanie, chęć zemsty i gdzieś tam, na samym dnie, w tej części umysłu, która na co dzień nie jest dopuszczana do głosu, tęsknota. Za tym człowiekiem, który zdradził i oszukał. Gdzie jechali Paweł z Marianną? Tego nie wie sama kochanka, gdyż straciła pamięć. Amnezja zabrała jej wszystko, co kiedykolwiek wiedziała. Narzeczony przywozi ją do nadmorskiej miejscowości Brzegi na czas rekonwalescencji. Latem tętni ona życiem, dzięki licznym wczasowiczom. Zimą, to miejsce opuszczone, ponure i mroźne. Władzę nad nim przejmuje morski żywioł.

Najmniejsze znaczenie miał dla mnie wątek kryminalny, którego, całe szczęście, jest niewiele. Właściwie to jedynie przyczynek do opowiedzenia o tej samej historii z trzech perspektyw – zdradzanej żony, odkrywającej prawdę o sobie kochanki i wiarołomnego męża odzywającego się zza grobu poprzez zaszyfrowane dzienniki. Każda strona ma swoje racje, które przedstawia w swoim czasie narracyjnym. Doskonałe było to, że każda z postaci miała swój idiolekt. Każdy z narratorów wyrażał się odrobinę innym językiem pasującym do jego pochodzenia i pozycji społecznej.

W całej powieści są ogromne pokłady zimna. Nadmorskie wichury wzburzające morskie bałwany wprowadzają przerażającą atmosferę, podobnie jak wyludnione miasteczko wyglądające tylko cieplejszych dni, gdy będzie można zarobić na turystach. Jeśli chodzi o sferę uczuć to także jest bardzo zimno. Wszyscy przegrywają, nie ma zwycięzców. Jeśli nawet występują drobne gesty przychylności, to są one cyniczne, chłodne, przemyślane i skierowane na zysk.

Powolny proces odkrywania prawdy na swój temat przez Mariannę niezmiernie przypadł mi do gustu. Dziewczyna łączy kawałki układanki i wcale jej się nie podoba to, co widzi. Nie taką osobą chciała być. Czy jest szansa na nowy początek? Niesamowicie podobała mi się również perspektywa Wandy. To było ogromnie bolesne – wejść w jej myśli i przeżywać z nią jej ambiwalentne emocje. Tęsknić, czy nie tęsknić za Pawłem. W książce została ona w dużej mierze wybielona, z czym się nie zgadzałam. Główną przyczyną rozpadu faktycznie było niedopasowanie charakterów i niedojrzałość faceta, ale Wanda swoje ma za uszami. Tak się zafiksowała na posiadaniu dziecka, że przestała dostrzegać partnera, a widzi w nim tylko reproduktora. Sypialnia zmieniła się w laboratorium do wykrywania dni płodnych. Życie musiało być idealne jak w pudełeczku. Z historii opowiadanej przez Pawła poprzez dzienniki jawi się człowiek, który cierpi na syndrom Piotrusia Pana, który nie akceptuje porządku rzeczy, w którym się znajduje.

Interesujące były wątki feministyczne, pojawi się nawet jedna para LGBT. Książka nie pozostaje obojętna na współczesne problemy, a pisarka nie boi się ukazać szkodliwych, jej zdaniem, modeli rodziny. Nie bawi się w delikatne półsłówka, wali prawdę między oczy, pokazuje prawdę przy pomocy dziewczyny, która na nowo musi uczyć się świata. Patriarchalny świat ją zadziwia, a przez to świeże spojrzenie zadziwił (i przeraził) także mnie.

Fabuła jest bardzo dobra. Poproszę o więcej kryminałów, które kryminałami nie są. Styl tekstu brzmi poprawnie. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale czyta się przyjemnie, a także wprowadza czytelnika w senną atmosferę nadmorskiego miasteczka. Dialogi poprawne, tylko niektóre zdają mi się niepotrzebne, zaś część przeżyć wewnętrznych była monotonna. Z drugiej jednak strony żałoba jest właśnie monotonna – pisarka dobrze oddała skupienie wdowy na punkcie swojego męża.

Karolina Baran