Naszym zdaniem

Morderca powiela schemat zaczerpnięty z powieści. Autor powiela schematy powieściowe.

6
Styl i język
5
Treść i fabuła
5
Zapach

Fikcyjna historia staje się nagle rzeczywistością. I nie jest to historia dobra, lecz wizja cierpienia, morderstwa i sztuki. Ktoś kopiuje zbrodnie opisane w poczytnym kiedyś kryminale. Robi to nie po raz pierwszy. Misją policjantów jest jak najszybciej dowiedzieć się, kto opiera się na powieściowym schemacie i zagraża życiu kilku kobiet. Psychofan? A może sam autor? Wydawca? Recenzent? Ktokolwiek za tym stoi jest zdeterminowany dokończyć swoje dzieło. Zapisać na fragmentach skóry z pleców ofiar cały tekst „Schematu”.

„Schemat” już od pierwszych stron wydał mi się zbyt naiwny. Każda kolejna strona była dość mocno przewidywalna. Można powiedzieć, że autor w czasie pisania powieści trzymał się zbyt mocno właśnie schematu – nie zbrodni, o którą chodzi w książce, ale schematu pisania historii kryminalnych. Bo w tej opowieści pojawia się wszystko to, co jest stereotypowe i konieczne w każdym sztampowym kryminalne: zbrodnia, para detektywów, garstka podejrzanych, dość słabo zarysowany zwrot akcji.

Nie oznacza to jednak, że powieść jest kiepska. Jest raczej bardzo lekka, nie wymagająca wielkiego zaangażowania czytelnika w rozwikłanie zagadki, chociaż niektóre elementy wyraźnie wskazują na to, że autorowi bardzo zależało na mocnym wciągnięciu czytelnika w akcję. I to mi się spodobało, chociaż potem okazało się, że była to jednorazowa akcja. W pewnym momencie czytamy o tym, że morderstwo, które niewątpliwie zostało dokonane, było wzorowane na kryminale, noszącym tytuł „Schemat”, z ciemną okładką, zielonymi połyskującymi literami i kobietą zwróconą plecami do czytelnika. Gra z czytelnikiem została podjęta, ale dlaczego potem autor już jej nie kontynuował z takim zapałem?

Ciekawostką w powieści są refleksje nad konstrukcją kryminałów. Jako że zbrodnie opierają się na fabule jednego z nich, wciąż mamy do czynienia z autorem, wydawcą, czytelnikami powieści. Nie chciałabym być złośliwa, ale wydaje mi się, że ci bohaterowie, wypowiadając się na temat natury kryminału, wiedzą o nim więcej niż sam Strobel. Wie, jak napisać dobrą powieść, ale z jakiegoś powodu w „Schemacie” nie zastosował całej tej wiedzy. Pomysł miał dobry, brutalny, chwilami obrzydzający. Krótkie rozdziały przecinające powieść, w których czytamy o cierpieniu ofiar szaleńca, nie mrożą jednak krwi w żyłach. Przelatuje się je wzrokiem i czyta beznamiętnie dalej.

Pomimo tego, że bohaterowie zostali dość nieźle scharakteryzowani, każdy z nich posiada swoją niepowtarzalną historię, to jednak już ich sposób zachowania pozostawia wiele do życzenia. Detektywi poruszają się jak dzieci we mgle – nie dlatego, że są nierozgarnięci, ale raczej z winy autora, który zagadkę nakreślił całkiem niezłą, ale droga dochodzenia do jej rozwiązania pełna jest niedociągnięć. Bohaterowie nie kojarzą najprostszych faktów, dają się wodzić za nos zbyt butnym i pewnym siebie postaciom, które w rzeczywistości już dawno siedziałyby na komisariacie i prosiły o łagodne traktowanie.

Książkę czyta się lekko, ale nie wciąga ona tak, jak bym sobie tego zażyczyła. Czytałam ją przez kilka dni, chociaż spokojnie mogłabym ją połknąć w cztery godziny. „Schemat” pomimo naprawdę dobrego pomysłu nie buduje należnego napięcia, dlatego tę książkę można wrzucić do plecaka i czytać w komunikacji miejskiej, kolejce w banku, czekając na kompana w kawiarni. Można ją czytać bez poczucia, że przerywając lekturę, traci się coś ważnego. „Schemat” to po prostu lekka rozrywka, raczej nie pozostawiająca człowieka z uczuciem zagubienia czy przerażenia, czego należałoby oczekiwać od powieści, której podtytuł głosi „psychothriller”. Bo to zbyt mocno powiedziane.

Sylwia Tomasik