Kiedy myślę „Afryka” atakują mnie obrazy życia na granicy ubóstwa, głodu, strachu, łez; myślę – apartheid. Zaraz potem widzę różnokolorowe plemiona zamieszkujące te tereny – ich oryginalność, dziewiczość, oderwanie od szeroko pojętej współczesności. Binyavanga Wainaina przybliża nam obraz tego kontynentu z jeszcze innej strony. Swojej. Z każdym nowym zdaniem w książce musimy nadążać za tempem, jakie narzuca nam autor, chcąc ukazać wszystkie aspekty życia w Afryce, bycia mieszkańcem tych terenów.

Absolutnie nie można odmówić ważności tej książce, wartości jakie z sobą niesie. Jest to bowiem spojrzenie człowieka będącego właściwie w centrum wydarzeń. Spojrzenie szczere, spostrzegawcze, prawdziwe, niejako ironiczne – być może jako sposób radzenia sobie z rzeczywistością. W pewien sposób jest to też gorzka lektura, ciężka w odbiorze. Dobrze, że pojawiają się fragmenty traktujące o rodzinie autora, wspomnienia związane z matką, ojcem, rodzeństwem – one, mam wrażenie, „zmiękczają” ton, jakim Wainaina się posługuje. W pewien sposób autor chce rozliczyć się z przeszłością, chce wykrystalizować swoje spojrzenie na miejsce z którego pochodzi. Chce oddzielić świat polityki, od świata życia codziennego i codziennych problemów. Szuka swojej tożsamości. I znajduje ją. Wszystko dzięki spotkaniu rodzinnemu.

Nie jest to jednak typowa saga rodzinna, jak głosi opis na okładce. To bardziej reportaż, komentarz do historycznych wydarzeń. Właściwie mamy do czynienia z tekstem wielowymiarowym, niesklasyfikowanym. Ale przez to bardziej interesującym.

„Kiedyś o tym miejscu napiszę” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy niewiele o historii Afryki wiedzą. A może dużo wiedzą, ale chcieliby zetknąć się z nowym, świeżym spojrzeniem na ten kontynent.
Ktoś kiedyś wyraził opinie, ze książki wydawnictwa Karakter to swego rodzaju perełki na polskim rynku wydawniczym. I tak jest w istocie. I za to bycie „perełką” warto sięgnąć po tę książkę.

Maria Budek