Naszym zdaniem

O tworzeniu sztuki i konsekwencjach.

8
Styl i język
8
Treść i fabuła
8
Okładka
10
Zapach

Lektura niektórych książek jest dość specyficzna. Wymaga o wiele więcej uwagi, czasu i zastanowienia. Nie stanowi lekkiej oraz przyjemnej rozrywki w czasie jazdy tramwajem, ale przypomina raczej mozolny proces składania poszczególnych elementów w spójną całość. I takim przypadkiem jest dla mnie bez wątpienia każde zetknięcie z prozą Henry’ego Jamesa, tym razem z jego pierwszą powieścią pod tytułem Roderick Hudson.

W zasadzie historia przedstawiona w tej powieści nie jest wybitnie skomplikowana. Oto zamożny kawaler Rowland poznaje tytułowego bohatera i – widząc jego niewątpliwy talent – postanawia mu pomóc w rozwoju umiejętności, zdobyciu uznania. Celem ich podróży stają się Włochy – kolebka piękna oraz sztuki. Plan – z założenia bardzo szlachetny – zaczyna się jednak komplikować, gdy na horyzoncie pojawia się piękna, ale też fatalna istota. Od tego momentu napięcie stopniowo narasta.

Pozornie nie dzieje się tu wiele, ale czytelnik może wyczuć, że z tego nagromadzenia ambicji, namiętności nie wyniknie nic dobrego. Mniej zdolny pisarz uczyniłby z tej opowieści łzawy dramat. Ale Henry James idzie innym tropem. Obserwuje, przedstawia, skupia się na niuansach i tym, co tak naprawdę niewypowiedziane. Co ciekawe, nie tylko bohaterowie są w centrum zainteresowania pisarza. Roderick Hudson to także interesujący traktat o sztuce i jej tworzeniu, który można rozpatrywać przynajmniej na kilku poziomach. Na przykład jako starcie między dwoma postaciami, które reprezentują inne światy. Z jednej strony – czysty, spontaniczny geniusz Hudsona. Tworzy on cuda, ale jednocześnie szybko ulega wypaleniu. Obdarzony chimerycznym charakterem Roderick, jest przekonany o swojej wyjątkowości, łatwo przechodzi z euforii w złość. Z drugiej strony – Singleton. Spokojny, skromny twórca, który zna swoje miejsce i z respektem odnosi się do Hudsona. Wybitna jednostka i dobry rzemieślnik – ciekawe zestawienie oraz dwugłos na temat sztuki tworzenia.

Mniej oczywistym twórcą jest sam Rowland Mallet. Ale on również powołuje do życia Hudsona jako prawdziwego twórcę, staje się jego opiekunem, przyjacielem, osobą, która próbuje zapobiec nadciągającej katastrofie i ostatecznie ponosi konsekwencje swoich decyzji. To bardzo interesująca, szlachetna postać, zasługująca na uwagę.

Wydaje mi się, że powieść ta opiera się również na systemie dwójkowym. Mamy już wspominaną opozycję dwóch twórców, ale nie jest jedną. Wystarczy zestawić Hudsona i Malleta. Albo narzeczoną tego pierwszego, Mary, i piękną Christinę. Albo matkę Hudsona oraz matkę Christiny. Wszyscy mają bardzo wyraziste charaktery, z uporem stają się zrealizować swoje zamierzenia. Ale jak to już bywa u Jamesa – gorzkie zakończenie jest najczęściej tym jedynym i właściwym.

Sylwia Kępa