Naszym zdaniem

Vrána budzi się ze śpiączki, jak Ostrawa w latach 90. z tylu miesięcy szarych i ponurych.

8
Styl i język
7
Treść i fabuła
9
Okładka
8
Zapach

O wielu pisarzach mówi się, że swoim piórem dotykali tych miejsc, które inni omijali z daleka, dostrzegali coś zachwycającego w takich ludziach, sprawach i miejscach na mapie, w których inni widzieli tylko brzydotę. Że uparcie szukali Boga tam, gdzie inni machali ręką na znak, że nie sposób go znaleźć. Czym wyróżnia się uparty poszukiwacz sensu Jan Balabán pośród innych pisarzy, wnoszących w swoją literaturę i poprzez nią, surowe, ciemne piękno? Pisarz urodzony w 1961 w Šumperku, tak osobny i tak młodo zmarły? Otóż Balabán ma swojego pomocnika – anioła. Kazał mu zstąpić z jakiegoś lepszego świata do socrealistycznej Ostrawy, wiedząc, że brudny, zapyziały i ubłocony posłaniec nie straci swojej wiary pomimo chęci zadawania niewygodnych pytań.

Kto nam kazał tu żyć? Tu, wśród krzaków, których ogołocone gałęzie przyodziały się teraz w strzępy plastikowych worków. Tu, gdzie płaty żelaza kruszą się od rdzy, gdzie żelazo jest zmęczone, barierka wygięta, szyny puste, domy zamknięte, okna mętne i brudne od nieprzyjaznych spojrzeń i ciągłego gapienia się na niskie niebo, z którego sączy się paskudna, marcowa mżawka.

Oczami zmokniętego, pragnącego schować się w jakimś suchym, ciepłym miejscu stworzenia poznajemy migawki z życia Martina Vrány i z każdą przeczytaną stroną Którędy szedł anioł rozumiemy coraz lepiej, że monotonia i bezsens życia bohatera nie skończą się, bo skończyć się nie mogą. Że nie o to wcale chodzi, aby nagle zza chmur zaświeciło słońce, zakwitł kwiatek, a dzieci z kolorowymi balonikami przebiegły tuż obok, śmiejąc się radośnie.

W Ostrawie, na którą podczas lektury nakładały mi się obrazy Nowej Huty, szarym mieszkańcom, tym w ubraniach roboczych i tych z osmolonymi skrzydłami, nie tak łatwo żyć również wtedy, gdy socrealizm wymknął się już ze zjazdów plenarnych do albumów o historii sztuki. Wiedzą o tym dobrze dzisiejsi pięćdziesięcio czy sześćdziesięciolatkowie – a więc to przede wszystkim dla młodszych czytelników Balabán napisał swoją opowieść, której nie sposób streścić tak, aby nie została tylko czarna kropla smoły na kartce, albo słowa w rodzaju: stracone złudzenia, czy permanentny smutek. Te określenia wywołują nieufność, blisko też od nich do nazwania pisarza egzystencjalistą albo w jakiś inny sposób świadczą o tym, że zajmujących się obojętnością, nudą, niepewnością, kolorami nigdy nie nasyconymi do końca, czasami najchętniej zasypalibyśmy inwektywami. Owszem, można powiedzieć, że czeski pisarz odtworzył spowiedź dojrzałego mężczyzny na granicy życia i śmierci, leżącego w szpitalu w śpiączce, po potrąceniu przez samochód, ale to podsumowanie mówi o książce jeszcze mniej niż wspomniana wyżej kropla smoły.

Vrána budzi się ze śpiączki, jak Ostrawa w latach 90. z tylu miesięcy szarych i ponurych, i oboje – w każdym miejscu swojego ciała oblepieni przeszłością, stoją przed wyzwaniem kontynuacji istnienia. Vrána budzi się z letargu słowami „Jesteśmy” – są jeszcze bardziej mocne niż „będziemy”, ich cicha siła jest nie do uwierzenia, to w nich tkwi cała historia zobaczona przez wędrującego po Czechach anioła.

Joanna Roś