Naszym zdaniem

Kto widział "Popiół i diament" niech przeczyta "Sekrety starej skrzyni".

6
Styl i język
9
Treść i fabuła
7
Okładka
9
Zapach

Kiedy myślę – „skrzynia”, nie widzę „skrzyni umarlaka”, a raczej tę malowaną, ze starego wiersza Janiny Porazińskiej.Jednak mimo wszystko tytuł książki, dźwigający w sobie skrzynię, wydaje mi się sporym wyzwaniem.

Dokumenty, listy i fotografie wyciągnięte z tytułowej skrzyni, pewnego dnia otwartej z hukiem, ale i z szacunkiem, w jednym z domów w Podkowie Leśnej pod Warszawą, pozwoliły na ożywienie historii trojga przedstawicieli rodu Krzyżewskich. Ci przedstawiciele to Bohdan, Juliusz i Ewa, a osobą, która podniosła wieko, i pieczołowicie spisała to, co pod nim, jest Jan Romuald Krzyżewski, przy czym mogę zaryzykować tezę, że ostatnia z wymienionych postaci tej potrójnej biografii, aktorka, odtwórczyni roli Krystyny-barmanki w Popiele i diamencie Andrzeja Wajdy jest najbardziej znana szerszemu gronu czytelników.

Rozumiem, że dla samego autora „Sekretów…”, wykonawcy pracy, bądź co bądź, iście benedyktyńskiej, opisywane wydarzenia stały się sentymentalną i rozrachunkową podróżą w czasie, a często i przestrzeni, pozwalającą na zachwyty, jak i na polemikę zarówno ze wzmiankowanym wcześniej Wajdą, jak też szerzej – z historią, którą autor, jak sądzę, wydaje się rozumieć podobnie do Broniewskiego – jako sędziwą damę, co drwi z nas często. Pojawia się jednak pytanie, które zaczyna się od „ale”, a od którego nie można uciec, kiedy pochylamy się nad podobnymi pracami: „Ale czy dla odbiorcy, który nie ma nic wspólnego z rodziną Krzyżewskich, propozycja autora może okazać się atrakcyjna?”

Książka została napisana prostym, oszczędnym językiem i tak też skonstruowana, pomimo tego nie mam wątpliwości, będzie doskonałym prezentem dla rodziny, czy zainteresowanych losami swojego miasta i ludzi z nim związanych mieszkańców Podkowy, bo przecież już jest hołdem dla nieobecnych. Wydana starannie na ładnym, kredowym papierze, być może trafi do kilku wielbicieli talentu aktorskiego Ewy Krzyżewskiej. Czy jedni i drudzy zauważą, że dyskusje i poglądy autora na temat braku należytego zainteresowania zmarłymi przodkami są co najwyżej dyskusją z historią, czy jedni i drudzy przestraszą się niedopowiedzeniami, teoriami spiskowymi, ukrytymi między wierszami? Trudno odpowiedzieć. Pewne jest natomiast jak wiele razy w życiu przekonujemy się, że to, co dla bliskich wydaje się znakomite i wyjątkowe, dla innych, mniej bliskich lub całkiem obcych, może nie przedstawiać większej wartości. Nie, żeby zawartość skrzyni Krzyżewskich nie była pamiątką cenną, ale ileż takich skrzyń zalega w domach i sercach ludzi, których choćby mijamy na ulicy. Jest więc cenna, ale nie wyjątkowa.

Joanna Roś