Naszym zdaniem

Poradnik inny niż wszystkie. Złośliwie, z humorem, na każdy temat.

9
Styl i język
8
Treść i fabuła
7
Okładka
9
Zapach

Mam dość sceptyczne podejście do wszelkiego rodzaju poradników, które podobno uczynią moje życie lepszym. Nie żebym była temu przeciwna, jednak rady w stylu „Znajdź w sobie potrzebną do zmian siłę” albo „Otwórz się na innych ludzi, by uzyskać wewnętrzną równowagę” nie do końca spełniają rolę motywatora. Budzą raczej irytację swoim zbyt ogólnym podejściem oraz górnolotnością w formułowaniu takich życiowych prawd.

Ale tu na scenę wkroczyło niesforne dziecko Lucjana i Macieja, które w jakiś sposób wyewoluowało z ich bloga, będącego odpowiedzią na działalności Katarzyny Tusk pt. Make Life Easier. W ten sposób do moich rąk trafił poradnik zatytułowany Make Life Harder. Już sama okładka potwierdza, iż podjęte zostaną tu naprawdę wielkie problemy egzystencjalno-filozoficzne: „Dokąd zmierzamy? Jak kochać i być kochanym? I – co najważniejsze jaki pasek do jakich lakierków?”. Albo: „Przed wami przewodnik po życiu, śmierci i modnych apaszkach. Czekają was łzy radości, łzy smutku, a przede wszystkim łzy konsternacji”.

Ów życiowy poradnik to jazda przez cały rok, znaki horoskopu, kolejne święta i ważniejsze dni, miejsca, ludzi i ich charaktery – bezlitośnie wyśmiewane. Prawda jest taka, że w MLH praktycznie każdy obrywa od autorów. Radom, Kielce, Opole, Warszawa, Kraków, studentki nimfomanki, plażowicze, pracownicy korporacji, uczestnicy wieczorów kawalerskich… Lista jest naprawdę długa, nikt nie został pominięty. W radach Lucjana i Macieja jest dużo złośliwości, dystansu, kpiny z tego, co typowo „polskie”, ale jednocześnie ich obserwacje są zabawne mimo balansowania na granicy dobrego smaku – nie każdemu może przypaść do gustu bezpośredniość chłopaków oraz spore nasycenie książki wulgaryzmami. Ale to już zależy od wrażliwości każdego czytelnika z osobna.

Osobiście muszę przyznać, iż doskonale bawiłam się w trakcie lektury kolejnych działów, choć jednocześnie stałam się trochę ofiarą MLH, gdyż niespodziewane wybuchy śmiechu raczej nie są społecznie akceptowalne, a potem i tak przez długi czas z trudem hamowałam łzy nieskrępowanego rozbawienia. Ale było warto, bo takich trafnych (a zarazem autentycznie przepełnionych humorem), bezpretensjonalnych historii nie ma zbyt wiele na pólkach w księgarni. Zwłaszcza rodzimego autorstwa.

Sylwia Kępa