Pierwsza część, czyli „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”, rozczarowała mnie tylko dlatego, że niestety szybko dotarłam do ostatniej strony. W recenzji napisałam, że pozostaje wielokrotnie powracać do książki, by jakoś się pocieszyć. A tu proszę! Wyd. Prószyński i S-ka niedawno wydało drugą część. Niby chodzi o to samo, ale do gawędzącego towarzystwa dołączyła trzecia postać – Wojciech Karolak, jazzman i mąż Marii Czubaszek. Czy „Boks na ptaku” jest równie dobry?

Właściwie należy zacząć od tytułu, bo może wydawać się dziwny. „Boks na ptaku” to nieświadoma zasługa pewnego człowieka, który na spotkaniu autorskim z  Marią Czubaszek zadał takie oto pytanie: „A nie myślała pani nigdy, żeby otworzyć boks na ptaku?”. Podobno mieszkańcy Łodzi i okolic mają ułatwione zrozumienie sensu, pozostali znajdą wyjaśnienie we wstępie książki. 🙂

Troszkę się obawiałam, że „Boks na ptaku” mógł powstać na fali popularności pierwszej części, że to książka wydana  „na szybko”, by czytelnicy nie stracili zainteresowania. Bez żadnych wątpliwości mogę stwierdzić, że dołączenie Wojciecha Karolaka było bardzo dobrym pomysłem. W tej części to on najwięcej opowiada, Maria Czubaszek wtrąca swoje trzy grosze, a Artur Andrus (jak zwykle) zgrabnie i w stosownych momentach nadaje rozmowie odpowiednie tempo oraz szczyptę humoru. O czym tak debatowano? Długo by wymieniać, dlatego wspomnę tylko o kilku tematach. Pan Wojciech opowiedział o tym, jak został muzykiem (nie, nie tak po prostu), szerzej o swoim dzieciństwie i słynnym dziadku, nie zabrakło też historii o jego krakowskim życiu czy podróżach. Pojawiły się również wzmianki o gorszej odsłonie słynnego jazzmana. Jak pani Maria radziła sobie z silnym uzależnieniem męża od alkoholu? Na pewno nie było łatwo, ale małżeństwo przetrwało i dziś ma się świetnie. Ich wymiany zdań, docinki i riposty są tak urocze, że sama życzyłabym sobie takiej miłości po 30 latach wspólnego życia. No a do tego humor i dystans:

AA: To jakie są najważniejsze różnice między wami?

WK: Różnicy wzrostu nie ma, bo ona twierdzi, że jest wysoka. A ja jej ufam. Kiedy byliśmy młodzi, była różnica płci.

MC: Ale z wiekiem to mija.

„Zając” i „Zajączka” (tak się do siebie zwracają) rozprawiają również o filmach, książkach, chomikowaniu rzeczy w domu (każde z nich kolekcjonuje coś innego) czy religii, a dialogi są przerywane m.in. tekstami pani Marii (np. „Polowanie”), archiwalnymi fotografiami oraz cudownymi ilustracjami autorstwa pana Wojciecha. Maria Czubaszek w stroju ludowym? To też można zobaczyć. Co prawda jest to fotomontaż, ale jednak!

Nie ma obaw, że „Boks na ptaku” wydano na siłę, bo pierwsza część stała się bestsellerem. Na początku nieco przeraziła mnie ilość opowieści Wojciecha Karolaka o jazzie, bo kompletnie nie znam się na tym typie muzyki, a co więcej, nie ciągnie mnie do zmiany tej sytuacji. Podczas czytania nie czułam się jednak samotnie:

AA: A prywatnie rozmawiacie o muzyce? Czy Marysia należy do tych, o których jeden ze znanych mi muzyków mawiał, że „ich znajomość jazzu kończy się na Abbie”?

WK: Marysia nie zanurzyła się w jazzie aż tak daleko, żeby dojść do Abby. Przekonałem się, że ona w muzyce rozpoznaje dwie rzeczy: kiedy zespół zaczyna grać i kiedy kończy. Jak jej ostatnio zwróciłem uwagę, że jakiś facet śpiewa trochę jak Frank Sinatra, to zapytała krótko: „Murzynek?”…

MC: No bo ja wiem, że on tak tych czarnych kocha. A co, nie mógłby Sinatra być Murzynem, jak tak dobrze śpiewał?

Wielbiciele pani Marii i pierwszej części na pewno się nie rozczarują. 🙂

Alicja Knapik