„Jakiś czas temu szłam na spotkanie w Parlamencie Europejskim, lało strasznie, jak to w Brukseli. Wyglądam spod parasola i widzę chudą, trochę zgrabioną sylwetkę ojca Leona Knabita, kluczącego między kałużami. Wyraźnie zdąża w tym samym kierunku co ja. Podbiegam, podaję ramię. <Może ojca podprowadzę, znam tę trasę>. Idziemy sobie coraz bardziej mokrzy, aż ojciec Leon mówi: <Może to nie wypada iść tak w Brukseli z kobietą pod rękę?>, <Ależ co też ojciec opowiada!>, <Jeszcze się wyda, że jesteśmy heteroseksualni…>”. To zaledwie jedna z anegdot, jakie Róża Thun przytacza w swojej książce.

Róża Thun, a właściwie Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein, wpływowa polska polityk, była szefowa Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce oraz posłanka do Parlamentu Europejskiego zdecydowała podzielić się z czytelnikami swoim życiem. Jej wspomnienia powstałe we współpracy z Joanną Gromek-Illg odsłaniają prywatność znanej krakowianki. Autorka zabiera czytelnika w podróż z Krakowa przez Frankfurt nad Menem, Katmandu, Warszawę do Brukseli.
Podróż to nietuzinkowa, bowiem autorka opowiada o wydarzeniach nieznanych szerszemu gronu. Przede wszystkim książka jest pozytywnym obrazem istotnych przedstawicieli krakowskiej inteligencji. Róża Thun, o czym pisze wyraźnie, miała to szczęście, iż wychowywała się w otoczeniu wielu wybitnych jednostek, których biogramy lub hasła można odnaleźć w encyklopediach. Co więcej, z wieloma osobistościami autorkę łączyły bliskie i pełne życzliwości relacje. I tak na przykład, ze wspomnień dowiadujemy się, iż dzisiejsza polityk na europejskich salonach obmyślała kradzież najpiękniejszych obrazów w Luwrze razem z Józefem Czapskim. Do Jana Józefa Szczepańskiego zwracała się, mówiąc „wujku”. Z Czesławem Miłoszem jeździła o północy dorożką po Krakowie.

W swoich wspomnieniach Róża Thun opowiada o dzieciństwie, młodości, dorastaniu, ale także o rodzinie i atmosferze, w jakiej wzrastała. Kreśli sylwetkę ojca, profesora Jacka Woźniakowskiego, inicjatora wydawnictwa „Znak”. Pisze o środowisku „Tygodnika Powszechnego”. O studiach na filologii angielskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, o działalności w opozycji demokratycznej w Krakowie, o licznych pobytach zagranicznych. Sporo miejsca poświęca roli Kościoła katolickiego w jej życiu oraz roli Kościoła w PRL. Ponadto wspomina liczne przygody: młodzieńczą naiwność, podróże autostopem, naukę angielskiego w pensjonacie w Sussex. Wreszcie autorka odsłania przed czytelnikami także swoje życie prywatne. I tak poznajemy: szczęśliwą żonę, dumną matkę czworga dzieci, osobę zrealizowaną w życiu rodzinnym.

Odnosi się wrażenie, iż wspomnienia Róży Thun to przede wszystkim książka o kobiecie spełnionej. Zawodowo, społecznie, osobiście. To świadectwo wartości, jakie wyniosła z domu i w jakich ją wychowano. To także zapis przywiązania rodowitej krakowianki do Polski i jej tradycji: „Tak jak ja, tak każdy z nas jest w każdym momencie swojego życia sumą tego, czego doświadczył. Polska jest sumą naszych zachowań i działań przez pokolenia (…). Łatwizną i lenistwem jest uchylanie się od tej odpowiedzialności i narzekanie, że wielcy odchodzą i nie ma kto ich zastąpić. Nie jest to łatwe. <Z niczego nie ma nic> brzmi mi w uszach głos starej, doświadczonej położnej. Wielkie rzeczy wymagają wysiłku. I warto”.

Ewelina Tondys