Niektórzy uważają, że czarny kryminał amerykański umarł kilka dekad temu. Ci, którzy są tego zdania, są w absolutnym błędzie, czego najjaskrawszym dowodem jest powieść „Diabeł w błękitnej sukience” Waltera Mosley’a.

Do lektury zasiadłam jak zawsze pełna nadziei na niezapomniane przeżycia i tym razem moje oczekiwania zostały spełnione. Czarny kryminał amerykański nie jest gatunkiem prostym, chociaż jego ramy fabularne są dosyć wyraźne. Niemniej jednak napisanie dobrej powieści utrzymanej w tym klimacie jest niebywale trudne. Walter Mosley poradził sobie nad wyraz dobrze z tym zadaniem dodatkowo wplatając w fabułę trudne i w literaturze często przemilczane problemy, takie jak antysemityzm czy w szczególności rasizm. Zapewne w osiągnięciu zamierzonych celów pisarskich pomogło Mosley’owi jego pochodzenie. Matka była rosyjską Żydówką, ojciec, czarnoskórym Amerykaninem. Żywe w pierwszej połowie ubiegłego stulecia podziały dawały się mocno we znaki zarówno czarnoskórym, jak i Żydom, sam Mosley raczy wiedzieć, ile mniej lub bardziej szokujących historii usłyszał z ust rodziców, ilu epizodów sam raczył doświadczyć. Tak czy inaczej widać w prozie Mosley’a znaczną wiedzę na temat warunków życia panujących w Stanach Zjednoczonych w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej.

Mosley łamie pewien kanon czarnych kryminałów, bowiem jego główny bohater, detektyw, któremu jak do tej pory poświęcił dwanaście części powieściowych, jest Afroamerykaninem. Dlatego też większa część akcji rozgrywa się w środowisku czarnoskórych, o którym można powiedzieć, że jest wyraźnie zepchnięte na margines, ale mocno walczy o wyrównanie swojej pozycji w społeczeństwie. Niech nikogo jednak to nie zmyli – wątki rasistowskie są poruszane w „Diable w błękitnej sukience”, ale powieść ta nie jest ani obyczajową, ani dramatem czy chociażby tanią sensacją. To czarny kryminał amerykański w znakomitej odsłonie i ze wszystkimi elementami, które się na niego winny składać.

Jak czytelnik się może domyślić patrząc na tytuł, chodzi o kobietę. W „tych” powieściach zawsze chodzi o kobietę i w tym wypadku nie mogło być inaczej. Weteran wojny osiedla się w Los Angeles w poszukiwaniu stabilnego życia. Kolor skóry sprawia jednak, że trudno jest mu się utrzymać z legalnej pracy. Dlatego przyjmuje z pozoru proste zlecenie, chociaż zleceniodawca, biały do bólu gangster, od razu budzi w Easy’m Rawlinsie mieszane uczucia. Easy wie jednak, że jego pozycja jest ciężka i coraz głębiej popada w niebezpieczny świat przestępstw, jest to przecież zajęcie opłacalne.

W „Diable w błękitnej sukience” znajdziecie wszystko to, czego można oczekiwać od mocnej prozy akcji. Nie brakuje uwodzicielskich i przebiegłych kobiet, które jak zawsze i wszędzie są prawdziwą przyczyną wszelkich nieszczęść na świecie, zwłaszcza tych, które dotykają mężczyzn chcących prowadzić stabilne i spokojne życie. Mężczyźni, których potkamy na drodze są silni, nieokrzesani, wiecznie nieszczęśliwi. Popijają whiskey do śniadania, które jedzą po południu, kiedy wyproszą z sypialni kochanki. Kiedy trzeba, nawet najprawdziwszy dżentelmen gotowy jest dać komuś w mordę, ale w świecie Mosley’a nie ma ludzi klasycznie złych, są tylko osoby nieszczęśliwe, zagubione, zmuszone do działania.

„Głos nie chciał za wiele. Nigdy mi nie mówił, żebym gwałcił albo kradł. Mówił mi tylko, jak przeżyć. Przeżyć jak mężczyzna”.

Powiedziałabym, że książkę polecam „tym i tym”, a „tamtym” nie, ale nie mogę tego zrobić, bo moim zdaniem każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Seria o perypetiach detektywa Easy’go Rawlinsa składa się na razie z dwunastu tomów, z czego jedynie dwa pojawiły się w Polsce. Mam nadzieję, że Wydawnictwo EMG, które przecież w kryminałach się specjalizuje, podejmie trud wydania kolejnych części, bo nie jest przesadą powiedzieć, że talent pisarski Mosley’a niczym nie ustępuje klasykom gatunku takim jak Chandler, Gardner czy Hammett. Wspaniała rozrywka, godna polecenia.

Sylwia Tomasik