Naszym zdaniem

Imponująca opowieść o tym, jak kochać kogoś, kogo się wstydzimy.

8
Styl i język
7
Treść i fabuła
8
Okładka

Swoją debiutancką powieścią „Szopka” z 2012 roku mocno i z przytupem autorka wkroczyła na najbardziej elitarne literackie salony. Krakowska pisarka została za nią nominowana do Paszportów Polityki oraz do Nagrody Literackiej NIKE. Czytelnicy, jak i krytycy poczuli się pozytywnie zaskoczeni nieszablonową powieścią, która umiejętnie rozprawiła się z – wydawałoby się – mocno wyeksploatowanym zagadnieniem dysfunkcjonalnych rodzin. Zośka Papużanka (kliknij, by przeczytać nasz wywiad z pisarką) po kilku latach przedkłada publiczności czytelniczej swoją najnowszą powieść. Powieść, którą niewątpliwie udowadnia przynajmniej trzy fakty. Po pierwsze, że obszar jej twórczych zainteresowań nie zmienił się diametralnie. Po drugie, że autorka świetnie wykorzystała czas, który upłynął od jej debiutu. Oraz po trzecie, co wydaje się najistotniejsze, że sukces pierwszej powieści nie był dziełem przypadku.

„On” to metaforyczna i wieloznaczna opowieść o Śpiku i jego matce. Śpik jest chłopcem, który już od wczesnego dzieciństwa nie przysparza dumy najbliższym. To chodzące rozczarowanie, które nigdy nie spełni pokładanych w nim nadziei. To dziecko, które ma problem ze zrozumieniem najprostszych poleceń, z problemami w szkole, w domu i na podwórku, z poczuciem bycia tym gorszym. Wybraniec losu. Odmieniec. Obcy. Ale można też, za autorką, wyrazić to bardziej dobitnie: „usmarkany kretyn bez perspektyw, pryszczaty brzydal skazany na celibat, dureń do kwadratu, mój kochany synek z tłustymi włosami, wielkimi łapami, które niczego nie potrafią zrobić, tylko gubią i psują”.

Jest w tej historii i matka. Jak łatwo przypuszczać, kobieta, która marzyła o innym losie, lecz sprawiająca wrażenie umiarkowanie pogodzonej z tym, co tu i teraz. To postać, która płaci najwyższą cenę, za to, co ją spotkało, bo to przecież ona urodziła Śpika. Doskonale wie, z czym wiąże się bycie matką najgorszego ucznia w klasie; jak powinno się wysłuchiwać skarg i publicznie formułowanych pretensji, nawet jeśli nie są uzasadnione; jak sobie radzić z na przemian współczującymi lub karcącymi spojrzeniami; jak tworzyć rodzinę z mężczyzną, który jest jej mężem i ojcem dziecka, lecz który pozostaje nieobecny w każdym wymiarze.

„On” Papużanki, oprócz warstwy relacji między matką a synem, stanowi frapujący rodzaj rozrachunku z minioną peerelowską epoką, w której Bóg – Główny Dyspozytor Ruchu – mieszkał w blaszaku, a codzienne życie rozgrywało się na krakowskich osiedlach z wielkiej płyty. Autorka z powodzeniem i wielkim kunsztem odtwarza lata i okresy ludzkiego życia, do których nie ma już powrotu, a które złożyły się na bolesne dorastanie i dojrzewanie. Z tej perspektywy w powieści „On” można dostrzec pewne analogie do wybitnej „Madame” Antoniego Libery – książki nieprawdopodobnie erudycyjnej, autoironicznej i pełnej ukrytych znaczeń.

Podobnie jak w przypadku „Szopki” wyróżniającymi cechami powieści „On” pozostają jej konstrukcja i warstwa stylistyczna. Czytelnik przyzwyczajony do linearnej narracji i wszystkowiedzącego trzecioosobowego narratora może – delikatnie rzecz ujmując – poczuć się niekomfortowo. Papużanka lubuje się bowiem w polifonicznej narracji, w grach językowych, niedopowiedzeniach, powtórzeniach, efektownych dygresjach i celnych metaforach. Czasami poszczególne zdania urastają do rozmiarów akapitów, a biorąc pod uwagę oryginalne podejście autorki do stylistyki, trudno uniknąć skojarzeń z prozą Thomasa Bernharda (tak na marginesie, idąc za przykładem wydawców austriackiego pisarza i dramaturga, można w przypadku powieści „On” spokojnie ogłosić konkurs dla czytelników na odnalezienie najdłuższego zdania w powieści).

Na niewątpliwą pochwałę zasługuje także wnikliwa znajomość literatury, w której autorka pozwala sobie na błyskotliwą żonglerkę słowem pisanym. Jednocześnie historia nie sprawia wrażenia przeładowanej. Jest lekko. Farsa i dramat przeplatają się nieustannie, a żartobliwy ton płynnie przechodzi w surowy i gorzki. Wszystko to spaja przejrzysta konstrukcja powieści, którą autorka udowadnia, że od początku do końca panuje nad tekstem.

Z powieści „On” przebija także rzetelna, choć umiejętnie ukryta pod warstwą literackich znaczeń, diagnoza współczesnej rzeczywistości społecznej: funkcjonowania polskich rodzin, stereotypowego (lub nie) podziału na role męskie i żeńskie, szeroko rozumianego wykluczenia, narodowych resentymentów, roli religijnych obrzędów i tradycji w kształtowaniu tożsamości czy wreszcie ceny, jaką kobiety płacą za macierzyństwo.

Jednak ponad tym wszystkim „On” wydaje się w sposób szczególny niebanalną opowieścią o miłości. Miłości matki do dziecka, które nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Matka Śpika, wbrew niekwestionowanym różnicom i osadzeniu w zupełnie odmiennym kontekście kulturowym, jest w znacznym stopniu podobna do Harriet, bohaterki „Piątego dziecka” Doris Lessing. Obie są matkami „gorszych dzieci”. Obie konfrontowane są z bezlitosnymi reakcjami otoczenia. Obie płacą za macierzyństwo wysoką cenę. Wreszcie obu im zapewne bliska jest cenna i ponadczasowa konstatacja wyrażona w powieści „On”: „Człowiek się spodziewa, że dziecko kiedyś zwróci to, co dostało. Że zwróci miłość na przykład. A gdzie jest napisane, że zwróci? Albo że się trzeba spodziewać? Wcale się nie trzeba spodziewać!”.

Ewelina Tondys

Premiera książki: 16 marca