Andrzej Bursa urodził się 21 marca 1932 roku w krakowskiej dzielnicy Dębniki. Dom z czerwonej cegły przy ulicy Szwedzkiej 8 stoi do dzisiaj. Przylegający do niego ogród sąsiadował z ogrodem domu przy ulicy Tynieckiej, w którym pod koniec lat trzydziestych zamieszkał ze swym ojcem Karol Wojtyła. Bursa spędził w Krakowie całe swoje krótkie życie.

Matka, Maria z Kopycińskich, pochodziła z mieszczańskiej katolickiej rodziny. Ojciec Feliks pracował jako szkolny wizytator, a po wojnie zaangażował się w działalność polityczną. Komunistyczne poglądy Feliksa stały się przyczyną rozwodu rodziców Andrzeja, co bardzo mocno wpłynęło na życie i twórczość młodego poety. Chłopiec nie mógł pogodzić się również z faktem, że jego ojciec ożenił się po raz drugi. Bursa podstawową naukę pobierał w czasie wojny na tajnych kompletach. Po 1945 roku zaczął uczęszczać do V Gimnazjum i Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim – dziennikarstwo, które szybko zamienił na bułgarystykę. W wieku dwudziestu lat poślubił Ludwikę Szemioth, wówczas studentkę Akademii Sztuk Pięknych. Rok później przyszedł na świat ich jedyny syn – Michał. Młode małżeństwo zamieszkało przy ulicy Garncarskiej, w domu tętniącym życiem, nieustannie odwiedzanym przez znajomych. Andrzej Bursa jako młody i niecierpliwy poeta nie mógł doczekać się publikacji swoich wierszy, wpadał w szał gdy słyszał od wydawców, że ma jeszcze czas. Przyjaciele w późniejszych wywiadach podkreślają, że być może przeczuwał, iż tak naprawdę czasu zostało mu niewiele. W jednym z wywiadów Ludwika Szemioth-Bursa przywołuje znamienną scenę: „Kiedyś jego matka wychodziła od nas z domu, odwróciła się i mówi: «Nazbierałam ci masę papieru». A on do niej: «To już nie dla mnie». Po jego śmierci sobie to przypomniała”.

Bursa, poza poezją, tworzył także dramaty. Wspólnie z Janem Güntnerem – wybitnym aktorek Teatru Starego – stworzył spektakl „Karbunkuł – Teatr okropności”, wystawiany w teatrze Tadeusza Kantora, z premierą w Krakowskim Domu Plastyków. Bursa współpracował również z Piwnicą pod Baranami – Güntner czytał tam wiersze autora „Luizy”, sam poeta współtworzył teksty o sztuce awangardowej, bardzo charakterystyczne dla ówczesnej satyry.

Bursa zmarł 15 listopada 1957 roku z powodu wrodzonej wady aorty. Do mitologizacji śmierci młodego poety, wzmacnianej jeszcze przez czarny humor obecny w twórczości autora „Zabicia ciotki”,  przyczynił się m.in. Stanisław Czycz, sugerując w swoim opowiadaniu samobójczą śmierć poety: „(…) — Niech pan wejdzie. On jest tutaj — nie żyje. «nie żyje, nie żyje» powtarzała żona Anda, chwyciła mnie za rękę, poprowadził do drugiego pokoju: «chodź, popatrz na niego, no popatrz, Boże, nie żyje». Leżał na tapczanie, naprawdę nieruchomy, najwyraźniej z twarzą trupa, zupełnie nieprawdopodobny. – nie, (myślałem) to jest zupełnie… on, ten… ten diabeł, ten przecież nieczłowiek… (i równocześnie:) – ten… Midryga… a ja tu nad nim… wciornaści… nie, to zupełnie… ależ tak, he he… (…) odpowiedz tej kobiecie/powiedz coś … a właśnie, he he… he he? zaraz, kto się właściwie tu śmieje? co tu jest śmiechem naprawdę?… (…) jego żona pyta się; «czy wierzysz?» — a jeśli to właśnie on… (…) przygotuj głos, odpowiedni ton, odezwij się; ta kobieta do ciebie mówi, jego żona mówi do ciebie: «powiedz, no powiedz»… Co powiedzieć Czy wierzę? W co mam wierzyć? – przecież jest wyraźne…, o słyszysz, ona znów, teraz odpowiedz, ona znów: – Czy wierzysz, że on nie żyje, powiedz, czy wierzysz? – Nie – powiedziałem dławiąc śmiech – nie wierzę”.

Kraków w twórczości Andrzeja Bursy nie pojawia się często, jednak ulice rodzinnego miasta pojawiają się w jednym z najważniejszych tekstów poety:

Kiedy umarłem już na amen

Cicho do żony rzekłem:

Bardzo przepraszam cię kochana

Lecz wyjdę na chwileczkę

Gdy na Krupniczą mój upiór wchodził

Szepnąłem do koleżanki

Wiesz ja nie żyję… nie przeszkadzajcie sobie

Ale nie mogłem ukryć żem jest martwy

Koledzy mnie obsiedli gwarnie

Z papierosami żywi spoceni

Pytali: Co z tobą umarłeś?

To nic Andrzejku tylko się nie łam…

Ulicami co świat mi zamknęły na rygle

Na dworzec i przez kolejowe tory

Chodziłem cichy i wystygły

Gdzie kiedyś żywym chodziłem upiorem

Szlakiem w nudzie straconych najgorzej

Dni młodości stęsknionej i pustej

Uderzonej w żywe serce nożem

Uderzonej kastetem w usta

Justyna Techmańska