Na ulicę Krupniczą 22 Wisława Szymborska wprowadziła się z Adamem Włodkiem zaraz po ślubie, który odbył się w 1948 roku. W publicznych wypowiedziach nie wracała często do tego czasu, jednak jej piętnastoletni pobyt w Domu Literatów wpisał się w szalenie interesującą historię legendarnej kamienicy. To właśnie tam powstały Kolczyki Izoldy Gałczyńskiego, Drewniany koń Kazimierza Brandysa czy Dwa teatry Szaniawskiego.

Na Dom Literatów składała się kamienica frontowa i dwie oficyny. Na parterze mieściła się stołówka otwarta zarówno dla mieszkańców, jak i gości. Posiłkom towarzyszył gwar rozmów – podczas wojny zlikwidowano pomieszczenia kuchenne, zatem korzystanie ze stołówki było w pewnym stopniu wymuszone na lokatorach. „Stołówkę na Krupniczej świetnie sportretował Adam Zagajewski w swoich miniaturach wspomnieniowych: Te zapachy, pogaduszki, potrawy, marchewka, nieśmiertelny kotlet mielony z buraczkami, kompot ze śliwek. On to czytał na swoim wieczorze autorskim. Zwróciłam mu później uwagę, że jednej rzeczy nie zauważył: w szklance była zawsze jedna śliwka, ale dwie pestki. Skąd ta druga? Oto pytanie”. Ta duża sala służyła również za miejsce spotkań Związku Literatów. Odbywały się w niej wieczory autorskie, kabarety oraz potańcówki. Młode małżeństwo zamieszkało na poddaszu, w którym dokuczało dotkliwe zimno. Po przeprowadzce Gałczyńskich do Warszawy, Szymborska wraz z mężem zajęli ich mieszkanie znajdujące się na pierwszym piętrze. Ściany dwupokojowego mieszkania zdobiły łacińskie sentencje wypisane przez poprzedniego lokatora. Raz w tygodniu zapraszali przyjaciół – spotkania odbywały się w piątkowe wieczory i często przeciągały do późnych godzin nocnych, co zaczęło ciążyć gospodarzom. Z tego powodu przenieśli datę spotkań na niedzielne południe. Często organizowano wówczas „parateatralne produkcje Sławomira Mrożka i Leszka Herdegena”. Poza tymi cyklicznymi spotkaniami, Szymborska stroniła od towarzyskiego życia toczącego się w Domu Literatów. Maciej Słomczyński wspomina: „Zapamiętałem ją jako dziewczynę w szlafroku, która czytała francuską literaturę i była samowystarczalna intelektualnie”. W 1954 roku Szymborska rozwiodła się z mężem, ale pozostała na Krupniczej. Po latach stwierdziła jednak: „Krupnicza to nie było miejsce, w którym się długo wytrzymuje. Były wspólne toalety na korytarzach, do których każdy miał klucz. Moje ostatnie mieszkanie było tak zagrzybione, że nabawiłam się ciężkiej alergii. Ilekroć przychodziłam tam później kogoś odwiedzać, czułam ten skisły zapach wilgoci”.

Atmosfera w Domu Literatów zmieniała się wówczas jak w kalejdoskopie – twórcze rozmowy, duch poezji, mieszały się z poważnymi i niebezpiecznymi nastrojami politycznymi oraz wojenną traumą. Tadeusz Różewicz napisał: „Wszystko skończyło się raz na zawsze, cokolwiek będę robił, jestem martwy. Kto tu znowu mówi o muzyce? Kto mówi o poezji? Kto mówi o pięknie? Kto tam gada o człowieku? Kto śmie mówić o człowieku? Jakie błazeństwo, jaka komedia. Umarli, jestem z wami. Jak dobrze”*.

Justyna Techmańska

* Wszystkie cytaty pochodzą z: Anna Bikont, Joanna Szczęsna, Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.

Fot. Wojciech Plewiński