Zwierzęta biegają po Twoich książkach, a w powietrzu unosi się pył. W międzyczasie zwierzyna głodnieje, więc przystaje na moment, by kłami rozszarpać kawałek mięsa. Resztki opadają i ozdabiają Twój księgozbiór. Zabrudzenia stają coraz bardziej spektakularne, bo znienacka pojawiło się masło, które dosłownie zapaćkało już wszystko dookoła. Teraz musisz wszystko posprzątać i sprawdzić, czy Twoje książki są całe.

Możecie odetchnąć, bo to nie senny horror typowego Mola Książkowego, a przebieg naszych testów okładek firmy CoLibri, o których pisałyśmy wczoraj. Wspomniana zwierzyna to redakcyjne koty: Stefan i Bandzior. Zacznijmy od początku!

Bookeriadowe koty od razu zainteresowały się oprawionymi książkami:

1

Zawsze są przeganiane z półek z książkami, dlatego tym razem chętnie skorzystały z możliwości bliższego zapoznania się:

2

Czas na wspomniany pył, czyli mąkę:

3

Potem pojawiła się odrobina masła:

7

 

Hmm…może jednak trochę więcej:

 

6

W tym momencie zaczął się najważniejszy test wytrzymałości oprawek. Wcześniej opracowany plan Bandziora i Stefana obejmował bezlitosne deptanie, zlizywanie, drapanie i gryzienie. Zobaczcie filmik, w którym widać przebieg eksperymentu oraz stan książek po zakończeniu testów:

Koty dostały zasłużoną nagrodę (więcej kiełbachy), a my zajęłyśmy się oglądaniem i czyszczeniem książek. Do całkowitego usunięcia masła i mąki wystarczyła zwykła chusteczka. Jeśli ktoś spodziewał się tłustych śladów, zabrudzeń albo zarysowań, to go rozczarujemy – okładki wyglądały jak nowe i mogły wrócić na półkę z książkami, która (pomimo testów z pozytywnym wynikiem) znów będzie chroniona przed zwierzakami.

Alicja Sikora & Justyna Sekuła

Zdjęcia i film: Timeless Photography

 

W czasie testów nie ucierpiała żadna książka ani żaden z kotów. 🙂