Wyspy Owcze. Jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie: od lat 80. doszło tu tylko do jednego morderstwa. Farerzy żyją spokojnie i martwią się głównie tym, by w sezonie nie spadła liczba turystów.

Pewnej nocy wszystko się zmienia. W niewyjaśnionych okolicznościach znika nastolatka. Społeczność Vestmanny natychmiast organizuje poszukiwania, ale okazują się bezskuteczne. Sprawę przejmuje duńska policja, a cała historia wzbudza zainteresowanie mediów. Na jaw zaczynają wychodzić mroczne sekrety zamkniętej społeczności. Czy Wyspy Owcze to na pewno bezpieczna enklawa?

Ove Løgmansbø (ur. 1975) – dzieciństwo spędził na Wyspach Owczych, jego matka jest Polką, a ojciec rodowitym Farerem. Biegle posługuje się językiem polskim. Zanim rozpoczął prace nad „Enklawą” zastanawiał się, w jakim języku ją wydać. Wybrał polski, ponieważ na wyspach publikuje się niewiele książek, a rynek jest zdominowany przez autorów zagranicznych. Poza pisaniem Løgmansbø zajmuje się projektowaniem grafiki. Pracuje jako wolny strzelec, co pozwala mu dzielić czas między Polskę a Wyspy Owcze.

Kliknij, by przeczytać nasz wywiad z Ove Løgmansbø.

Premiera książki: 16 marca 2016 r.


Ove Løgmansbø

„Enklawa” – fragment

Zrzut ekranu 2016-03-11 o 12.58.19Hallbjørn Olsen spojrzał na wyświetlacz na desce rozdzielczej. Trzy stopnie, jak zwykle. Miał wrażenie, że temperatura ustaliła się na najbliższe cztery miesiące. Dopiero w kwietniu drgnie o dwie, może trzy kreski, aby w szczycie sezonu turystycznego dojść do trzynastu. Liczba pechowa, ale nie tutaj – bo tutaj oznaczało to, że przyjezdni będą zadowoleni. Być może nawet pojawi się ich trochę więcej i Hallbjørn dostanie zastrzyk gotówki.

Poza sezonem Olsen żył z zajęć dorywczych, takich jak dzisiejsze zreperowanie okiennic u starszej kobiety w porcie. Znał ją od dawna, jak wszystkich w Vestmannie, o co nietrudno było w miasteczku, które zamieszkiwało niewiele ponad tysiąc mieszkańców.

Wynikał z tego pewien problem, bo część jego klientów oczekiwała, że wykona robotę za darmo lub półdarmo. Staruszka także. Wręczyła mu siedemdziesiąt koron i zaproponowała skerpikjøt – Olsen zapłatę przyjął, ale baraniny odmówił. Pod koniec miesiąca naje się jej tyle, że będzie miał dosyć na cały rok. Siedział w samochodzie, myśląc o tym, że będą to trzecie święta bez żony. Radził sobie nie najgorzej, biorąc pod uwagę, że samotnie wychowywał szesnastoletnią Ann-Mari. Wprawdzie na fali zauroczenia Ameryką córka zamiast „tato” mówiła do niego „Hal”, ale zawsze mogło być gorzej.

Nagle rozległo się pukanie w szybę od strony pasażera i Hallbjørn drgnął. Spojrzał w prawo i zobaczył koleżankę Ann-Mari, której imienia nie mógł sobie przypomnieć. Nachylała się do okna i uśmiechała do niego. Hallbjørn opuścił szybę.
– Wszystko w porządku, panie Olsen? – zapytała dziewczyna.
Potrząsnął głową. Nic nie było w porządku.
– Tak – odparł.
– A wygląda pan, jakby coś się stało. Albo miało stać.
– Słucham?
Dziewczyna rozejrzała się, rozkładając ręce.
– No wie pan – powiedziała. – Siedzi pan sam w samochodzie, jest już ciemno, można by pomyśleć, że pan na kogoś czyha. – Zaśmiała się.
Owszem, można by pomyśleć, gdyby zdarzyło się to gdziekolwiek indziej, pomyślał Olsen. Mieszkańcom Vestmanny pojęcie przestępstwa było właściwie obce, nie znali go z autopsji. Zresztą podobnie było na całym archipelagu. Od 1988 roku na Wyspach Owczych doszło do jednego morderstwa, w dodatku popełnił je przyjezdny Chorwat na wyspie Suðuroy.
– Po prostu się zamyśliłem – odezwał się Hallbjørn.
Nie przyszło mu do głowy, by zapytać dziewczynę, co tutaj robi. Portowe zaułki w zimowe wieczory sprawiały mroczne wrażenie, ale nie mogło jej tu spotkać nic złego.
– Rozumiem – rzuciła. – W takim razie proszę pozdrowić Ann-Mari.
– Pewnie – odparł Olsen i uniósł lekko kąciki ust.
Dziewczyna pożegnała go i ruszyła w kierunku Havnargøta.
Odprowadził ją wzrokiem, gdy znikała między rozgarniętymi przez odśnieżarki pryzmami śniegu. Potem zamknął okno, zapuścił silnik i skierował się w stronę domu. Mieszkał przy Fjalsvegur, na obrzeżach miasteczka. Ze stoku, na którym razem z teściem postawił budynek, rozciągał się widok na całą Vestmannę.

Kiedyś stanowiło to powód do dumy, teraz było jedynie elementem monotonnej egzystencji. Minął kemping przy porcie i skręcił w Heygagøta. Dopiero wtedy przemknęło mu przez myśl, że koleżanka córki nie miała czego szukać w porcie. Przynajmniej nie o tej porze. Hallbjørn doskonale wiedział, kto mieszka w tej okolicy, i nie było tam żadnych dzieciaków. Dziewczyna nie odwiedzała koleżanki, nie mogła też mieć tam chłopaka. W jakim celu się więc tam kręciła? Myśl szybko zawieruszyła się gdzieś pośród innych. Hallbjørn Olsen nie zastanawiał się nad tym, ponieważ nie mógł wiedzieć, że widział dziewczynę jako ostatni.

Źródło: materiały Wydawnictwa Dolnośląskiego