Nowa książka autora bestsellerowej powieści Był sobie pies! Wspaniała i zabawna historia o miłości i przywiązaniu, idealna na święta. Josh Michaels zajmuje się ciężarną suczką Lucy, a później jej rozkosznymi szczeniaczkami. Wraz ze śliczną Kerri ze schroniska planują przygotować psiaki do adopcyjnego programu świątecznego. W trakcie wspólnej przygody przy wychowywaniu pupili nawiązuje się między nimi ciepła relacja. Kiedy trzeba oddać zwierzaki, Josh orientuje się, że chce, aby zostały w jego życiu. I nie tylko one.

Najsłodsza psia historia, który wzruszy i rozbawi do łez każdego czytelnika!

Ta książka pokazuje, że bezwarunkowa miłość, którą dostajemy od naszych pupilów może naprawdę wiele zmienić w życiu. Powieść dla miłośników czworonogów napisana przez autora, która doskonale rozumie psie dusze.

„Kirkus Reviews”

Ta urocza opowieść jest napisana z humorem i głębokim zrozumieniem wartości psiej miłości. To uczucie zmienia wszystko. Idealna na Święta!

Greg Kincaid, bestsellerowy autor według „The New York Times”

Pokrzepiająca i wesoła niczym świąteczny poranek. Jeśli jeszcze nie masz psa, to po lekturze tej książki pobiegniesz wprost do schroniska, żeby znaleźć własną futrzaną kuleczkę miłości.

Iris R. Dart, bestsellerowy autor według „The New York Times”

 

W. Bruce Cameron – autor bestsellerowej książki Był sobie pies. Dwukrotnie został wybrany najlepszym felietonistą przez National Society of Newspaper Columnist. Obecnie mieszka w Kalifornii. Bardzo bliska relacja z ukochaną suczką Cammie spowodowała, że pisarz zafascynował się najbardziej przyjaznymi czworonogami. Jest autorem licznych powieści o uroczych wyszczekanych bohaterach.


psiegonajlep

 W. Bruce Cameron
„Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta” – fragment

– Kawy, herbaty?… – próbował uniknąć tematu.
– O czym tak bardzo nie chcesz mi powiedzieć?
– Nie zrobię tego.
– Słucham?
– Nie oddam szczeniaków.
– Och – szepnęła po chwili. W głosie Kerri było słychać lekkie współczucie, więc spojrzał na nią nieco podniesiony na duchu, że kamienny wyraz twarzy dziewczyny nieco złagodniał. – Wiem, że to trudne. Ale nie możesz być stałym domem tymczasowym dla całego miotu szczeniąt. W dodatku to nielegalne.
– Stałym domem tymczasowym?… Mówisz tak, jakby to było coś złego.
– Jeśli w grę wchodzi sześć psów, to tak jest.
– Sześć?
– Pięć szczeniaków plus Lucy.
– Och. Racja. – Z jakiegoś powodu nie przyszło mu do głowy, żeby wliczyć też najstarszą suczkę.

Kerri usiadła w fotelu Josha, zrzucając z siebie kurtkę. Josh przysiadł na sofie i również zdjął wierzchnie okrycie, starając się ukryć przed nią, ile radości sprawił mu jej gest, jak bardzo mu ulżyło na myśl o tym, że nie wypadnie z jego domu jak błyskawica.

– Rozumiem, że to musi być dla ciebie bardzo trudne – powiedziała współczująco.

Te słowa niezbyt mu się spodobały. Tak mu powtarzano po nagłej wyprowadzce matki, co w końcu doprowadziło Josha do wniosku, że ludzie nie mają tak naprawdę zielonego pojęcia, przez co przechodził.
– Nigdy wcześniej nie miałeś psa, więc nie musiałeś przez nic takiego przechodzić – ciągnęła.
– Okej, a więc już ustaliliśmy, dlaczego nie mam o niczym pojęcia.
Zamrugała, słysząc jego ton.

– Josh, nie to miałam na myśli. Mówiłam o pożegnaniach. Kiedy przygarniasz zwierzaka, musisz mieć świadomość, że kiedyś jego strata złamie ci serce. Psy są z nami tak krótko… To nasi najlepsi przyjaciele, ale są z nami tylko dekadę, może półtorej, a potem odchodzą. O tym mówię. Ich strata jest nieuchronna i musimy pogodzić się z nią. Ale posłuchaj, naprawdę wierzę, że jedna z lekcji płynących z ich głębokiej miłości, gdy są przy nas, jest taka, żeby cieszyć się życiem, póki trwa, i że wszystko kiedyś się kończy, a my musimy wtedy rozpoczynać nowy rozdział. Ale póki tu jesteśmy, powinniśmy nie marnować ani chwili. Słuchaj, moja mama spędziła pół życia w nieprzytomna. Co to za wegetacja? – Oczy Kerri nabiegły łzami, które pospiesznie otarła. – A kiedy je tracimy, kiedy odchodzą, naprawdę wierzę, że ich ostatnim życzeniem jest, żebyśmy przygarnęli kolejnego psiaka.

Dziewczyna potrzebowała zaczerpnąć kilka głębokich oddechów. Josh wiedział, że to ważny moment ich relacji i że on również powinien czymś się z nią podzielić, ale zajrzawszy w głąb siebie, zobaczył tylko chłód i dystans. Nie był w stanie przejść obojętnie wobec faktu, że Kerri starała się go skłonić do oddania szczeniaków.
– Nie rozumiem, o czym mówisz – odpowiedział w końcu.

– Chcę chyba powiedzieć, że nie możesz ich zatrzymać, bo… no cóż, bo nie możesz. Nikt nie może, nie tak długo, jak byśmy tego chcieli. I musimy cieszyć się nimi, dopóki możemy, a potem trzeba iść dalej. Tego właśnie uczą nas psy, że trzeba żyć tu i teraz, a potem zacząć kolejną piękną przygodę.
– Mówisz tak wszystkim? Na przykład opiekunom tymczasowym, którzy nie potrafią rozstać się z psami?

– Coś w tym stylu – przyznała Kerri z lekkim uśmiechem.

– Całkiem niezła mowa.
– Dzięki. Dodaję jeszcze, że pracuję w schronisku głównie ze względu na zwierzęta, ale jest też coś wspaniałego w sprawianiu radości ludziom, którzy wychodzą od nas z nowym przyjacielem. W schronisku zwierzęta są takie zagubione, a gdy podaruje się im nowy dom, ich wdzięczność jest bezgraniczna. Chciałabym, żebyś i ty tego doświadczył.

– Ale w moim przypadku było inaczej. Szczeniaki zostały mi podrzucone. Pudło wylądowało na pace mojej furgonetki – zaoponował.
– Tak, ale Josh, aż sześć psów? Daj spokój. Już jeden szczeniak to dużo pracy. Wyobraź sobie, ile wysiłku kosztowałaby opieka nad całym miotem. Nie wystarcza ci, że będziesz miał Lucy?

– Nie – odparł krótko. Usłyszawszy swoje imię, suczka podniosła głowę, po czym położyła ją z powrotem, bacznie przyglądając się Joshowi, zupełnie jakby wiedziała, jakie emocje nim targają.
– W takim razie zatrzymaj jednego. Dwa psy to dużo, ale do ogarnięcia – przekonywała Kerri. – Będziesz miał mamusię i jej maleństwo.
– Miałbym rozdzielać rodzinę? A może mam wybrać sobie ulubieńca, tak jak moja mama wybrała moją siostrę, kiedy odchodziła? A potem ojciec nagle oznajmił mi, że jest sekretnie zaręczony z jakąś kobietą z Londynu. Fajnie? – odparował gorzko Josh.

Kerri uniosła ramiona, jakby chciała podejść i go objąć, ale nie poruszyła się.
– Nie wiedziałam.
– To teraz już wiesz. – Josh odwrócił wzrok.
– A więc jaka decyzja? Nie pozwolą ci zatrzymać więcej niż trzy psy, takie jest prawo.

– Nie wiem – przyznał. Był już zmęczony tymi rozważaniami.

Kerri wstała.
– Czas na mnie.

Odprowadził ją do samochodu. Lucy wypadła z domu, jakby nigdy nie była wypuszczana na podwórko. Merdając zamaszyście ogonem, zaczęła obwąchiwać zmarzniętą ziemię.

– No to… – Kerri westchnęła. Josh poczuł barierę między nimi, więc gdy się do niego odwróciła, zatrzymał się kilka kroków przed nią.

– Wesołych świąt, Josh.
– Wesołych świąt.


Fragment zamieszczony dzięki uprzejmości Wyd. Kobiecego.

logokobiece