Ostatnio każde wejście na pewien portal społecznościowy wiąże się z tym, że posty o zmianie statusu związku, zdjęcia noworodków oraz zaproszenia do gier przeplatają się z informacjami na temat postanowienia noworocznego. Chodzi o przeczytanie 52 książek w ciągu 2015 roku.

Każda próba odczarowania legendarnych raportów o stanie czytelnictwa jest chwalebna, ale to już podchodzi pod jakiś fanatyzm i panikę czytelniczą. Jedna książka w ciągu tygodnia. Kto ma na to czas? Oczywiście można teraz stwierdzić, że źle organizuję swój czas wolny, szukam głupich usprawiedliwień, a poza tym tylko ściemniam, że lubię czytać. Spełniłabym to internetowe wyzwanie, gdybym nie miała pracy, rodziny, przyjaciół, zwierzaków, a wszystkie prace domowe wykonywałabym rzucając od niechcenia do przełożonego służby: “Janie, umyjcie podłogę, zróbcie zakupy i wypierzcie moją kiecę, a ja poczytam dzieła filozoficzne o wolności i człowieczeństwie”.

Dałabym radę z książkami do 100 stron, które nie wymagają większej koncentracji. Tylko po co? Czytanie to nie wyścigi, poza tym jedna książka wpada i wylatuje z mózgu, druga ma 400 stron, ale połknę ją w kilka godzin, trzecia ma 180 stron, ale każde słowo wymaga skupienia, czwarta tak mną wstrząśnie, że będę potrzebowała kilku dni na przetrawienie treści. Każdy powinien mieć swoje tempo, bo sugerowanie się praktycznie nieosiągalnym wyzwaniem zadziała odwrotnie niż powinno. Biedna “ofiara” wyzwania wpadnie w czytelniczą depresję, bo nie dała rady, a to przecież tylko zadanie z Internetu, które wszyscy bez problemu wykonują (nikt się nie przyzna, że też zawalił). Takie coś tylko zniechęci do czytania, a przecież nie o to chodzi.

Stawianie na ilość zwykle źle się kończy. Jakość jest kwestią indywidualną. Jeśli pani Halinka nie czytała od dwudziestu lat (dzieci, praca, kredyt, dom, mąż), koleżanki z pracy zachwalały “Pięćdziesiąt twarzy Greya”, które kupiła, a przeczytanie sprawiło jej radość, to czy możemy się czepiać i krytykować, że to nie jest “prawdziwa” literatura? Możemy się tylko cieszyć, bo pani Halinka właśnie odkryła przyjemność czytania i zapewne niedługo sięgnie po kolejną książkę. Szczerze mówiąc, postawa takich osób jest według mnie znacznie bardziej godna podziwu.

Podobnie z moimi najbliższymi, jak i ze mną – wszyscy czytamy, ale w różnym tempie i w zależności od okresu w życiu, humoru, potrzeby. Nikt nikogo nie pogania, nie sprawdza, nie pokazujemy sobie nawzajem tabel z odnotowanymi tytułami, które przeczytaliśmy w ciągu ostatniego roku. Przeczytanie 52 książek w ciągu roku zostawiam innym, pozdrawiam tych, którzy biorą udział, a już szczególnie osoby, które dołączają do licznych grup wsparcia dla uczestników wyzwania (dla zainteresowanych: można je znaleźć na Facebooku).

Alicja Sikora