Naszym zdaniem

Bauman zaskoczył mnie kilka razy, pomimo wyraźnych różnic w moim i jego światopoglądzie.

6
Styl i język
6
Treść
5
Okładka
6
Zapach

Zygmunt Bauman był bez wątpienia postacią, która budziła skrajne emocje. Jego komunistyczna przeszłość nie przysporzyła mu sympatyków. Niemniej w dziedzinie socjologii był niewątpliwie autorytetem. Kilka miesięcy temu, jeszcze przed śmiercią, wydał książkę pt. „Obcy u naszych drzwi”, którą poświęcił kryzysowi migracyjnemu. Temat znany każdemu, ale nie każdy postrzega problem jednakowo. Profesor Bauman poświęcił mu około 130 stron, na których kilka razy zaskakuje. Kilka razy to jednak za mało.

Zacząć należy od tego, w jakim stylu napisana jest książka. Rzecz jasna jest to styl popularnonaukowy, co sprawia, że momentami książka jest toporna (nawet bardzo). Zamiast skupiać się na temacie, jesteśmy wielokrotnie wyrywani z zadumy przerywnikami, jak chociażby ten na temat słowa security:

„To jedno z niezbyt licznych (ale też nie tak rzadkich) pojęć, które zakłada/sugeruje/implikuje ograniczone – a zatem raz na zawsze ustalone – powinowactwo z wyboru między stanem a środkami, które prowadzą do osiągnięcia tego stanu (podobny związek zakłada na przykład słowo nobility – oznaczające zarazem szlachetność i szlachectwo)”.

Toporne pióro Baumana przeszkadzało mi w czytaniu, aczkolwiek nie jest to coś, czego nie da się przeskoczyć. Wystarczy odpowiednio skupić się na lekturze i czasami wrócić w spokoju do danego fragmentu, aby lepiej przyswoić zawarte w nim treści.

Nie jest to jednak powód, dla którego książkę tę należy pominąć lub, przeciwnie, koniecznie przeczytać. Jak wspomniałem na początku, Bauman zaskoczył mnie kilka razy bardzo przyjemnie, pomimo wyraźnych różnic w moim i jego światopoglądzie. Przede wszystkim bardzo słusznie (po ojcowsku) skarcił media, które w obecnym kryzysie odgrywają najgorszą rolę, z jednej strony demonizując samych uchodźców, a z drugiej doszywając wilczą skórę tym, którzy nie „ulitują się” nad sierotami tej wojny. Media nigdy wcześniej nie były tak skrajne wobec siebie i tak nierozsądne w swojej ocenie problemu jaki zaistniał w Syrii.

Bauman zauważa również jak prowadzone jest zarządzanie strachem związane z kryzysem na Bliskim Wschodzie. I w tym miejscu podzielam opinię autora. Doskonale określa to poniższy fragment:

„Rządów nie interesuje łagodzenie panującego wśród obywateli strachu, lecz podsycanie niepokoju wyrosłego z niejasnej przyszłości i ciągłego, wszechogarniającego poczucia braku bezpieczeństwa – pod warunkiem, że korzenie braku bezpieczeństwa znajdują się w miejscach, gdzie ministrowie mogą robić sobie zdjęcia prężąc muskuły a jednocześnie ukrywać fakt, że są bezradni wobec wyzwań, z jakimi przyszło im się zmierzyć”.

Do jakich konkluzji dochodzi profesor i co proponuje? Cóż, zarzuca przeciwnikom otwarcia granic, że takie zachowanie jest niemoralne i jest to jego główna linia obrony. Jest to zdecydowanie za mało. Mam ogromny żal do autora, że ani razu nie odważył się na analizę problemu na wielu płaszczyznach, wytrącając tym samym oręż z ręki populistów, którzy nie mają do zaoferowania nic, oprócz zamknięcia granic. Warto wspominać o tym, że nie każdy uchodźca to terrorysta, warto wspominać o tym, że nie każdy uchodźca ucieka w poszukiwaniu niemieckiego socjalu i między wierszami można znaleźć taką logikę u Baumana. Warto jednak też mówić, o zagrożeniach wynikających z różnic kulturowych oraz napięciach społecznych, które mają miejsce wszędzie na styku kultur. A dokładnie tego zabrakło, aby książka „Obcy u naszych drzwi” była atrakcyjna dla każdego, kto chociażby w najmniejszy sposób ubolewa nad losem ludów z Bliskiego Wschodu.

Podsumowując, czy warto kupić książkę „Obcy u naszych drzwi”? Moim zdaniem nie. Trzymanie się idei otwartych granic oraz brak jakiejkolwiek alternatywy to za mało, by traktować ten tytuł w kategorii „wartościowy”. Osobiście czułem niedosyt, ponieważ z tego tematu można wycisnąć o wiele więcej, ale zachowując bipolarność poglądów i przedstawiając różne możliwości rozwiązania tego samego kryzysu razem z jego możliwymi następstwami. Zamiast tego mamy jeden mętny punkt widzenia. Szkoda, wielka szkoda.

Rafał Czekański