Serdecznie dziękujemy wszystkim za tak liczny udział w konkursie! W odpowiedzi na zadane pytania pojawiły się 54 komentarze i uwierzcie – bardzo trudno było wybrać „te najlepsze”, bo wszystkie zasługują na wyróżnienie. Niestety, ilość nagród jest ograniczona :(. Zwycięzcom gratulujemy! Tych, którym tym razem się nie poszczęściło już teraz zapraszamy do udziału w kolejnych konkursach, bo na pewno jeszcze się pojawią. Tymczasem prezentujemy listę nagrodzonych odpowiedzi. Już niebawem skontaktujemy się z ich autorkami :).

1. Zestaw książek od Instytutu Wydawniczego Latarnik. O kobietach.

Pytanie: Którą ze swoich ulubionych książek chciał(a)byś zobaczyć na srebrnym ekranie?

Na srebrnym ekranie najchętniej zobaczyłabym „Fausta”, najlepiej w scenerii nieco science-fiction, z mrocznymi zakamarkami, walającymi się budynkami, z różnymi dziwacznymi, postapokaliptycznymi czeluściami.wszystko utrzymane w kolorze ciemnej zieleni i ciemnej czerwieni, a więc film ze specjalnym filtrem.na pewno obraz musiałby mieć mocny, wizyjny charakter. zostawiać widza z poczuciem, że nie ma już zła ani dobra, aby właściwie nie wiedzieli po czyjej stronie się opowiedzieć, kto był tu dobry, a kto złym bohaterem? zastanawiam się tylko kto miałby zagrać Mefistofelesa? Z zagranicznych aktorów widzę w tej roli Jacka Nicholsona.
Trudno zaprzeczyć, że ktoś nadaje się do tej roli bardziej niż Pan Nicholson.

/Ewa/

2. Zestaw książek od Marginesów. Biografie.

Pytanie: Fotobiografię którego literackiego bohatera/bohaterki chciał(a)byś zobaczyć?

Najbardziej chciałabym zobaczyć fotobiografię Golluma – jest on moim ulubionym fikcyjnym stworem z powieści J. R. R. Tolkiena Hobbit oraz Władca Pierścieni. Nie jest to pozytywna postać, jednak ma w sobie coś tak ujmującego i dramatycznego w oczach, że chwycił mnie za serce:)
Na pierwszy rzut oka jest to odpychające stworzenie, które samym swoim wyglądem może przestraszyć niejednego chojraka. Jego ekscentryczne zachowanie, skupione wokół ukochanego pierścienia też nie wywołuje sympatii. To, co mi się w nim podoba to skomplikowana osobowość pełna kontrastów i sprzeczności. Mimo swojego egoistycznego zachowania odkrywamy w nim resztki człowieczeństwa, które gdzieś tam w środku jeszcze do końca nie wymarło. To charakter, który nie można jednoznacznie zdefiniować. Nie możemy go wrzucić do worka tych „złych” tudzież tych „dobrych”. Faktem jest, że to tchórzliwy, kłamliwy i knujący intrygi stwór, martwiący się tylko o swój „skarb”. Jednakże nie możemy (nawet jeśli byśmy chcieli) odnosić się do niego negatywnie. Jego działania są kierowane odgórnie, przez wyniszczającą siłę pierścienia. Stał się wrakiem hobbita, którym kiedyś był. Dlatego bardziej niż wstręt wzbudza we mnie litość, żal i współczucie.
Myślę, że fotobiogarfia tej postaci byłaby niezwykle ciekawa – od ukazania go jako normalnego hobbita przed znalezieniem pierścienia aż do odrażającego stwora, który ma różne twarze i oblicza.
Na koniec dodam zabawną ciekawostkę. Kiedy hiszpańscy naukowcy odkryli w jaskini (hiszpańska prowincjia Castellón) pewien gatunek stawonoga posiadającego wszystkie cechy przystosowawcze charakterystyczne dla gatunków zamieszkujących takie środowisko m.in. brak barwników, stosunkowo długie czułki, nazwali go Gollumjapyx smeagol- na cześć owego Golluma z powieści Tolkiena:)

/Edyta/

3. Zestaw książek od Zysk i s-ka. Literatura kobieca.

Pytanie: Co znajduje się na Twojej liście szaleństw? 

Lista Moich szaleństw, które były lub będą!

Czasami budzę się i mam niespożyte energii pokłady,
Mój mąż myśli że szukam wtedy zwady,
A ja mam ochotę się wyzwolić,
i sobie na szalone rzeczy pozwolić!

Wiec kiedyś gdy ogarnął mnie energii szał,
Choć określić to można inaczej- jak zwał tak zwał,
Wzięłam dzieci ze szkoły i pojechaliśmy na poligon wojskowy,
Przejechaliśmy się czołgiem choć na początku o tym nie było mowy!

Kiedyś za to Mojego męża porwałam na weekend w obroty,
A dzieci odstawiłam do babcinej groty,
Kupiłam bilety last minute na Internecie,
I wyruszyliśmy do Paryża choć to nie cała podróż po świecie!

Gdy mąż widzi nadciągające szaleństwo,
Mówi” Nadchodzi niebezpieczeństwo!”
Ja się śmieję bo wiem że się mu to podoba,
Bo on tak jak ja szalona jest osoba!

Na Mojej liście szaleństw są jeszcze kajakowe spływy,
Ale mój mąż mówi ze chce być ciągle żywy,
Chciałabym też na windsurfingu polatać,
Chcę czuć jak moje serce od adrenaliny zaczyna kołatać!

Tak naprawdę Moich szaleństw spisać się nie da,
Bo to by była prawdziwa bieda,
Wszystko zależy od dzisiejszego humoru,
A nie od jakiegoś wytyczonego wzoru!

/Agata/

4. Zestaw książek od Zysk i s-ka. Kryminał.

Pytanie: Detektywem w której powieści kryminalnej chciał(a)byś zostać?

Moja myśl po przeczytaniu tego pytania pobiegła zaraz do panny Marple i serii kryminałów Agaty Christie. Uwielbiam ten styl, pomysł na fabułę, a przede wszystkim samą bohaterkę, która mimo podeszłego wieku rozwiązuje najtrudniejsze zagadki, wprawiając w osłupienie miejscową policję. Chciałabym być detektywem i razem z nią poszukiwać odpowiedzi na pytanie „kto jest winny?” Z drugiej jednak strony nie jestem przekonana, czy w sytuacji, gdy panna Marple zawsze wie pierwsza, a detektyw wiecznie jest z tyłu, nie zostałaby w końcu kolejna ofiarą, kiedy straciłabym cierpliwość… wtedy odpowiedź na pytanie „kto zabił?” byłaby jasna. Chyba dlatego ta niezrównana staruszka przeżyła całą serię kryminałów. Detektyw (w tym wypadku ja) miał po prostu świadomość tego, że gdyby jej coś się stało, podejrzenie padłoby najpierw na niego :).

/Kasia/

5. Zestaw książek od PWN. Podróże

Pytanie: Na wycieczkę do którego literackiego świata chciał(a)byś się wybrać?

Już jako dziecko, gdy po raz pierwszy przeczytałam książkę „Lew, Czarownica i stara szafa”, uwielbiałam wyobrażać sobie, że, podobnie jak jej bohaterowie, Zuzanna, Łucja, Piotr i Edmund, znajduję tajemnicze przejście w szafie pełnej ubrań i dostaję się do czarodziejskiej krainy – Narnii. Czytając tę książkę, a później dalsze części cyklu „Opowieści z Narnii”, przeżywałam bardzo mocno losy bohaterów książki, coraz bardziej pragnąc, by taka kraina istniała naprawdę i by można było do niej wejść, choć na jakiś czas.
Również teraz, mimo że nie jestem dzieckiem, lubię czasami, jak niegdyś, wyobrażać sobie, że jestem w Narnii. Urzekły mnie piękno i baśniowość tej krainy, ale przede wszystkim to, iż w Narnii, choć nieustannie toczy się tam walka dobra ze złem, ostatecznie zawsze zwycięża dobro.
Kiedy na co dzień coraz więcej słyszę o wojnach, jakie toczą się na świecie, o krzywdach, jakich doznaje tak wielu ludzi, o cierpieniu, jakie dotyka tak często osoby niewinne – pragnę coraz częściej przenieść się do Narnii, która byłaby dla mnie azylem, schronieniem, miejscem ucieczki od zła tego świata.
Także w chwilach, gdy mnie osobiście spotykają przykrości (a w ostatnim czasie zdarza się to często), wyobrażam sobie, że biegnę do Narnii, by wtulić się w miękką grzywę dobrego lwa Aslana, zwierzyć mu się z trosk i wypłakać się.
Cóż, wiem, że niestety nie jest to możliwe. Dlatego w chwilach smutku przynajmniej w marzeniach uciekam do magicznej Narnii. Marzyć zawsze warto – dzięki marzeniom świat staje się jaśniejszy i bardziej kolorowy.
A jeśli chodzi o rzeczywiste literackie miejsca?
Moim wielkim marzeniem, towarzyszącym mi od dawna, jest podróż do Etiopii. Ten kraj stanowi dla mnie kwintesencję egzotyki, różnorodności kulturowej i piękna, których chciałabym doświadczyć osobiście. Już kiedy byłam dzieckiem, moją wyobraźnię rozpaliła czytana wówczas wielokrotnie książka Mariana Brandysa o tym kraju – „Z panem Biegankiem w Abisynii” (Abisynia – dawna nazwa Etiopii). Już wtedy zazdrościłam prawie bohaterowi książki tej wspaniałej i niezwykłej wyprawy i chciałam znaleźć się na jego miejscu. Te moje dziecięce marzenia przetrwały do dziś. Przede wszystkim przyciągają mnie do Etiopii przepiękne, pełne soczystej zieleni i innych barw, krajobrazy, których uroda aż zapiera dech w piersi, nawet jeśli ogląda się je tylko na fotografiach. Tym bardziej wyobrażam sobie, jakie wrażenie zrobiłyby na mnie te krajobrazy widziane na żywo, na własne oczy.
Etiopia to kraj wciąż jeszcze nieco „dziki”, nie do końca ucywilizowany. To też jest powodem, dla którego chciałabym tam się znaleźć – uciec, choć na jakiś czas, od hałasu cywilizacji i zanurzyć się w odgłosach Afryki. Niezmiernie ciekawe wydają mi się zwyczaje i tradycje plemion zamieszkujących Etiopię (jak zresztą i całą Afrykę). Te zwyczaje – tak różne od naszych – są dowodem na to, iż „inne” nie oznacza „gorsze”. Każdy człowiek powinien dążyć do tego, aby poznawać, w miarę możliwości, kulturę innych krajów i ich mieszkańców. Jeśli zaś chodzi o mentalność mieszkańców Afryki, to podoba mi się u nich ten całkowity brak pospiechu, to, że czas jest tam pojęciem względnym. Wspaniale ilustruje to abisyńskie przysłowie, które mówi: „Przy stworzeniu świata Bóg dał Europejczykom zegar, a Afrykańczykom czas”. Choć w pierwszym zetknięciu z taką postawą wydawałaby się nam ona zapewne nieco irytująca, to uważam, że właśnie nam, tak nieraz zabieganym, pochłoniętym przez codzienność, poganianym przez ciągle uciekający nam czas, przydałoby się skorzystać z tej afrykańskiej mądrości.
Mam nadzieję, że skoro podróż do baśniowej Narnii nie jest możliwa, to moje marzenie o odwiedzeniu Etiopii spełni się.

/Dorota/

6. Zestaw książek od PWN. Trochę historii, trochę filozofii.

Pytanie: Pocztówkę z jakiego literackiego miasta i od jakiego bohatera/bohaterki chciał(a)byś otrzymać?

Z olbrzymim przejęciem odebrałabym od listonosza pocztówkę z walczącej Warszawy roku 1944. Z drżeniem rąk, szybkim biciem serca i łzą w oku. Mając na uwadze dystans czasowy, dla ludzi mojego pokolenia, byłaby to pocztówka irracjonalna, bo nawiązywałaby do irracjonalnych, w naszym odczuciu, wydarzeń. Zbyt były one brutalne, bezsensowne, przerażające… Tych negatywnych emocji nam, żyjącym w zjednoczonej Europie, nie da się objąć rozumem.
A skoro ta pocztówka miałaby być irracjonalna (dziś nazwalibyśmy ją pocztówką 3D), wyobrażam sobie, że składałaby się z kilku kartek, upodabniając się do książkowego przewodnika po mieście. I byłby to przewodnik ułożony przez Mirona Białoszewskiego, nadawcę przesyłki.
Przekładając kolejne strony, poznawałabym Warszawę otuloną promieniami sierpniowego słońca. Usłyszałabym dźwięk syren, czekałabym niepewnie na godzinę W. Widziałabym bomby spadające niczym czarny grad na miasto i samoloty skupione w agresywne stada złowrogich ptaków. Płakałabym nad moimi rówieśnikami padającymi od strzałów wroga. Płakałabym nad opaskami powstańców, które niegdyś były biało-czerwone, lecz nagle przybrały barwę brunatnej krwi… Dostrzegłabym ludzi ściskających się w piwnicach i przeciskających się przez kanały. Ale moją uwagę skupiłyby głównie dźwięki. Bo to w końcu Białoszewski… Autor i zarazem bohater pamiętnika.
Byłabym świadkiem wielu katastrof. Ale pocztówkę, która mi je przybliżyła, zatrzymałabym na zawsze. Być może stałaby się wskazówką i stanowiłaby wsparcie, gdyby rozpoczęła się kolejna burza…

/Ewelina/

7. Zestaw książek od Wydawnictwa Esprit. Coś optymistycznego.

Pytanie: Jaki jest Twój przepis na szczęście?

Zastanawiając się nad właściwą odpowiedzią na pytanie konkursowe dla tego zestawu (jeśli użycie w tym miejscu słowa „właściwe”, byłoby w zasadzie … właściwe, lecz czyż nie jest to swoistym paradoksem?), wertuję od niechcenia boleśnie już doświadczone moim kofeinowym nałogiem strony „Myśli nieuczesanych” Stanisława Jerzego Leca. Bezskutecznie próbuję zrozumieć, dlaczego po raz setny zaglądam do książki, której cytaty znam na pamięć, a okładka – o dosyć wymownym przekazie – śni mi się czasem po nocach. Trzymając w ręku tę – z pozoru, zdawać by się mogło – błahą i niewinną rzecz, a choć obdarzoną wnętrzem o tak różnobarwnej materii, że jest w stanie wprowadzić niemały zamęt w już i tak skołatanych nerwami umysły, nagle zdaję sobie sprawę z faktu, że w gruncie rzeczy jest to tylko … zwykła książka. Przedmiot. W skrajnych przypadkach po prostu ozdoba, ułożona na nie mniej zdobnej półce, na której zapobiegliwy właściciel postawił sobie ładowarkę do telefonu. Jednak być może, książki są dla nas czymś więcej. Czymś, z czego być może początkowo nie zdajemy sobie sprawę, albo umiejętnie udajemy, że jest to przecież niemożliwe.
Są dla nas tunelem, który pozwala ominąć bezkarnie wszelkie narzucone odgórnie bariery, i dotrzeć do celu, którego jeszcze nie znamy. Być może, na końcu drogi okaże się jednak, że nie tego oczekiwaliśmy. Nie tego się spodziewaliśmy, podejmując chyłkiem ryzyko- okraszonego nocami pełnymi strachu- bycia przyłapanym na gorącym uczynku. Musimy jednak być świadomi tego, że tak naprawdę liczy się podróż, a przede wszystkim to, co oświetla nam drogę. Nasza wyobraźnia. Może rzeczywiście, z początku nie uda nam się odnaleźć tego,o czym tak sekretnie marzymy. Jednak siła i doświadczenie, idące ramię w ramię ze sprytem, dowcipem i niemałą dozą tupetu, pozwolą nam dotrzeć w to ‘właściwe’ miejsce, we właściwym czasie, o własnych siłach, i bezwarunkowym przekonaniu, że damy radę.
Nie mam własnego przepisu na szczęście. Bardzo możliwe, że jeszcze go nie odnalazłam, lub wciąż nie potrafię dostrzec tego, co pewnie mam przed oczami, i całkiem krzykliwie domaga się mojej uwagi. Wierzę jednak głęboko, że kiedyś je odnajdę. Lecz bez względu na to, kiedy to nastąpi, będę mieć pewność, że jego nadejście miało solidne podłoże w postaci mojej wciąż tworzącej się wyobraźni, skrupulatnie przyprawianej aforyzmami Leca. Ostatecznie, „dokąd zmierza życie? Tam gdzie Ty. Dopóki idziesz”.

/Żaneta/