Sierpień, Kujawy. Mała wioska nad brzegiem Zalewu Włocławskiego. Ponad czterdzieści lat temu w jego miejscu tętniło życie. Do czasu, aż władze postanowiły wybudować zbiornik retencyjny, domy zburzyć, a ludzi przesiedlić w inne rejony.

Rząd małych baraków wygląda bardzo ubogo. Gdzieś pod nogami plącze mi się podwórkowy pies, typowy Burek. Czarna, spłowiała sierść, krótki, obcięty ogon. Przy jednym z domków staruszka wiesza pranie. Białe jak jej włosy prześcieradła powiewają na wietrze. To nie tutaj. Idę dalej. Na ganku siedzi mężczyzna, w pobliżu krząta się starsza kobieta. Pewnie córka. Pytam, czy możemy chwilę porozmawiać i dopiero wtedy zauważam, że mężczyzna jest na wózku inwalidzkim. W klapach granatowej marynarki połyskują złote kotwice. Na głowie kaszkiet. Kolorowy, zwiewny szalik zaplątany na szyi, w towarzystwie szarości otoczenia wygląda dość abstrakcyjnie. „Dzień dobry”. Starszy pan patrzy gdzieś w dal, na sobie tylko znane obrazy i zdaje się mnie nie zauważać.

– Tata przez czterdzieści lat pływał po Wiśle, do teraz każe się tak ubierać. – kobieta ruchem głowy wskazuje na ojca. – Przez prawie dwa lata był w obozie w Dachau.

W pobliżu zaczyna ujadać pies. Pytam o przeszłość.

– Czy pamiętam…? Mój Boże kochany… – mężczyzna popada w zadumę. – Wszystko musiałem zwyciężać… I tak na świecie jest… Nie zimno pani? Ojej…

– – –

Nie udało nam się porozmawiać. Dowiedzieć się jak wyglądała codzienność kiedyś, dlaczego nasze czasy są lepsze i co robiły dzieci, które nie chodziły do szkoły. Posłuchać o Niemcach, wojnie i Dachau. O życiu i śmierci.

I tego najbardziej mi szkoda: historii, które odejdą razem z nim. Pani Helena, którą widzicie na zdjęciu w nagłówku, to wspomniana kobieta o białych włosach. Miała być główną bohaterką naszego reportażu o „Zatopionych Wsiach”. Nie zdążyliśmy go zrobić.

– – –

Więcej informacji o projekcie znajdziecie tutaj. Zachęcamy do wsparcia – każda, nawet najdrobniejsza kwota jest dla nas ważna.

Zdjęcie w nagłówku: Archiwum Fundacji AriAri