Były wakacje, potrzebowałam się gdzieś wyrwać. Mój wzrok biegł po grzbietach książek w dziale reportaż małej księgarni na krakowskim Kazimierzu. Znam, znam, nie mój region, znam… Kraj bez kapelusza? A to znowu gdzie?

Mój wzrok zawiesił się na niebieskim grzbiecie, w kierunku którego niezwłocznie powędrowała moja ręka. Ręka wyciągnęła książkę, wzrok skupił się na okładce wysyłając do mózgu informacje zatwierdzającą. Odwróciłam książkę, zaczęłam czytać fragment… Ach, a więc to o Haiti?

Niech będzie, pojadę na Haiti.

Po pierwszych kilkudziesięciu stronach okazało się, że ta wycieczka to niekoniecznie podróż po niewielkim karaibskim państwie, ale podróż po haitańskiej kulturze, ichniejszych wierzeniach i sposobie myślenia. To podróż etnologiczna, nie turystyczna.

Haiti to kraj nieustannie przeplatających się między sobą kontrastów: świat na jawie i świat we śnie, świat żywych i świat umarłych, świat biednych i świat bogatych, świat chrześcijański i świat szamanów voodoo…

Dany Laferrière, autor Kraju bez kapelusza to Haitańczyk, który w połowie lat dziewięćdziesiątych, po dwudziestu latach emigracji, wraca na łono swojej ojczyzny. Przez dwadzieścia lat dużo się na Haiti nie zmieniło – to tylko supermarkety się upowszechniły, kina jednak pozostały te same; te same bary i ci sami barmani. Port-au-Prince przybrało kilkaset tysięcy mieszkańców, ulice się jakby skurczyły, dzielnice zatarły granice. Najmniej, a zarazem najwięcej (punkt widzenia zależy bowiem od punktu siedzenia), zmienili się jednak ludzie. Ludzie pozostali wierni swoim wierzeniom, swoim bogom i swoim mitom. Nie poszli z duchem czasu, nie zrobili kroku do przodu; Haitańczycy odizolowali się od świata zewnętrznego, który, pochłonięty przez kapitalizm skupiony jest na materializmie. Haiti to jednak coś zupełnie innego, tutaj człowiek to nie ciało, a dusza. Dusza, która po śmierci odejść ma do kraju bez kapelusza… bo któż to widział grzebać człowieka w kapeluszu!?

Z tym odchodzeniem do innego świata jednak nieco przesadziłam… zwłaszcza, mając w pamięci to, co się ostatnio na Haiti wyprawia. Budzone przez szamanów dusze powstają z grobów i krążą po wsiach i miastach mieszając się z tłumem Haitańczyków wylegających każdego dnia na ulice. Nie łatwo jest ich rozpoznać – nie odróżniają się od żywych niemalże niczym; wyglądają jak żywi, poruszają się jak żywi, pracują jak żywi… jak więc rozróżnić zombie i zwykłego człowieka? Sposoby są dwa – wyjaśnia Dany’emu obeznana w haitańskiej rzeczywistości matka – najważniejszym jest zawsze mieć w kieszeni lusterko, bowiem zombie nie mają odbicia. Nieco bardziej czasochłonnym sposobem jest baczna obserwacja – zombie nie odczuwają potrzeby jedzenia, bez którego są w stanie przeżyć i normalnie funkcjonować. Jeżeli więc macie sąsiada, którego nigdy nie widzicie spożywającego jakiekolwiek dobra boże, a mimo wszystko tryska on zdrowiem – zalecamy upewnić się przed snem, czy Wasze okna i drzwi aby na pewno zostały porządnie zamknięte.

Wracając jednak do Haiti, to właśnie od (nie)jedzenia zaczęły się tutaj pierwsze oficjalne podejrzenia…

Bombardopolis to wioska w północno-zachodniej części kraju. Jej mieszkańcy, w pełni zdrowi, zarówno psychicznie jak i fizycznie, jadają… raz na kwartał! Informacja ta przywiodła na Haiti dziesiątki światowych uczonych – socjologów, etnologów, psychologów, a nawet i lingwistów. Ci ostatni wysnuli hipotezę, że brak potrzeby jedzenia pośród mieszkańców Bombardopolis wynika z używanego przez nich języka kreolskiego. Haitańczycy jednak uznali tę teorię za niedorzeczną (co mnie bynajmniej nie dziwi) i znaleźli dla całej zagadki lepsze wytłumaczenie: jeżeli mieszkańcy Bombardopolis nie odczuwają głodu, to z pewnością nie są ludźmi. Jeżeli zaś nie są ludźmi, to mogą być jedynie zombie.

Tak oto na Haiti panuje przekonanie, że Bombardopolis zamieszkałe jest przez powstałe z grobów trupy, które rozprzestrzeniają się także i w inne części wyspy. Haitańczycy więc, aby nie sprzyjać zbytnio losowi, podejmują szereg czynności mających na celu uchronienie ich przed bezpośrednim starciem z zombie. Tak więc, drogi Czytelniku, podążaj moimi krokami: po pierwsze – zamknij szczelnie okna i drzwi. Po drugie – zawsze noś ze sobą lusterko. Po trzecie – módl się; bogowie i święci z pewnością Ci pomogą, bowiem, jak twierdzą sami Haitańczycy, modlitwa zawsze pomaga. Pytaniem pozostaje jedynie do kogo.

Religijność Haitańczyków jest kwestią względną. Kościoły, w których oprócz regularnych mszy odprawiane są modły do bóstw voodoo; ludzie, którzy wierzą nie tylko w zmartwychwstanie Jezusa, ale i w zmartwychwstanie ich przodków jako zombie; portrety świętego Jerzego w sąsiedztwie portretów Oguna, boga ognia… Haiti to kontrasty. Kontrasty połączone w spójną (z perspektywy swoich mieszkańców) całość. Bo Haitańczycy to lud pogodny, uśmiechnięty i starający się dostrzegać więcej pozytywów niż negatywów. Jedynym niepokojem im towarzyszącym jest strach, że większość otaczających ich ludzi to trupy, co gorsza, strach, że każdy może być jednym z nich.

Nie wiem jak wyglądają plaże na Haiti, czy woda lecąca z kranu jest zdatna do picia, ani w jakiej restauracji przysiąść na obiad. Ta podróż to daleka turystyce wyprawa w głąb umysłu Haitańczyków, wyprawa przybliżająca zarówno pojęcie haitańskiej socjologi, jak i znaczenie religii dla mieszkańców kraju, który według oficjalnych statystyk, w ponad osiemdziesięciu procentach jest krajem chrześcijańskim.

Książka Dany’ego Laferrière to, jak czytamy na odwrocie okładki, mieszanka stylów i gatunków. Na tle autobiograficznym autor buduje reportaż, który momentami zwinnie przechodzi w mit i satyrę. Jednak gdzie pojawia się granica pomiędzy prawdą a fikcją? Czy mieszkańcy Bombardopolis naprawdę nic nie jadają i czy zombie rzeczywiście przechadzają się ulicami Port-au-Prince? Odpowiedzi na te pytania należy szukać na miejscu. Ale uwaga! Ilu mieszkańców ma Haiti, tyle różnych odpowiedzi usłyszymy… nawet zadając najprostsze pytanie.

Joanna Broniewska

Fot. „Labadee, Haiti Aug 2002” by Ahodges7 – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Labadee,_Haiti_Aug_2002.JPG#/media/File:Labadee,_Haiti_Aug_2002.JPG