Dyskusyjne Kluby Czytelnicze to cykl spotkań, na których uczestnicy mogą dzielić się swoimi wrażeniami po lekturze wyznaczonej książki. Wśród tytułów znajdziemy m.in. „Białą Rikę”, „Głód” i „Tajemnicę pożarów”, a wszystko odbywa się w znanych i lubianych krakowskich księgarniach. Pomysłodawcą jest pan Michał Zabłocki, który zgodził się opowiedzieć nam o projekcie i jego realizacji. Co działo się na pierwszych spotkaniach, kto nie lubi Różewicza i dlaczego warto wywoływać „intelektualne zadymy”? 🙂

Michał Zabłocki – pomysłodawca projektu Dyskusyjne Kluby Czytelnicze. Poeta, autor tekstów piosenek, reżyser teledysków i filmów reklamowych. Współpracował z krakowską Piwnicą pod Baranami. Jego teksty śpiewają m.in Czesław Mozil (album „Debiut”), Grzegorz Turnau (m.in. „Naprawdę nie dzieje się nic”, „Cichosza”) i Jacek Wójcicki (album „Zaklinam czas”). Pomysłodawca i twórca programu „Multipoezja”, a w nim „Projekcji wierszy na murach domów”, „Wierszy chodnikowych”, „Wierszy pisanych online” i wielu innych poetyckich inicjatyw. Zrealizował projekt wielojęzycznego międzynarodowego portalu poetyckiego www.emultipoetry.eu, według własnego pomysłu.

Harmonogram DKCZ: https://bookeriada.pl/patronat-dyskusyjne-kluby-czytelnicze/

Facebook: https://www.facebook.com/dekaczka

–––

Skąd wziął się pomysł na DKCZ? Czy to był impuls, czy bardziej przemyślana sprawa?

Od dawna myślałem o takiej formule. W spotkaniach literackich brakowało mi samego dzieła. Niby bywa obecne w postaci promowanej książki, czy poprzez obecność autora, ale to zdecydowanie za mało. Nawet tak zwane „czytania” nie załatwiają sprawy. Trudno o przemyślenia na gorąco. W efekcie dyskurs się spłyca. A w formule DKCZ mamy najpierw przeczytać, potem przemyśleć, a potem dopiero przyjść i porozmawiać. Zwykle bywa niestety odwrotnie: przychodzimy, słuchamy, a na końcu albo kupujemy, albo nie.

Jak długa była droga od pomysłu DKCZ do jego realizacji?

Pierwszy impuls pojawił się kilka lat temu, gdy zacząłem uczestniczyć w życiu literackim Krakowa. Wcześniej stroniłem od wszelkich stadnych form funkcjonowania „branży”. Kobiety mają jednak chyba wielką moc uwodzenia, bo dałem się namówić prof. Gabrieli Matuszek i wstąpiłem do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Zacząłem chodzić na spotkania, przyglądać się ich formułom i uczestnikom. I nagle po kilku latach pojawił się konkurs na projekty wspierające działania w krakowskich księgarniach. Uznałem, że to dobre miejsce na taki eksperyment.

Kto wybierał lektury na poszczególne spotkania i czym się kierowano?

Ja wybrałem księgarnie. Potem razem z księgarzami wybraliśmy gatunki, które przypisaliśmy każdej z nich. Mając na uwadze wybrane gatunki, wybraliśmy wspólnie prowadzących. A wybór lektur pozostawiłem prowadzącym, z taką uwagą, żeby koniecznie konsultowali dostępność poszczególnych pozycji z księgarzami.

Za nami już pierwsze spotkania w ramach DKCZ – jak Państwo oceniają start akcji? Czy zdarzyło się coś zaskakującego lub zabawnego?

Start był świetny. Wszystkie spotkania merytorycznie fantastyczne. Ze zwartymi, fachowymi wprowadzeniami, nie przytłaczającymi erudycją. Wspaniała komunikacja prowadzących z uczestnikami i naprawdę niewymuszona, spontaniczna aktywność w toku dyskusji. Wiele bardzo interesujących tropów. Zabawne było to, że żaden prowadzący się nie spóźnił. A to jednak Kraków.

Czy podczas spotkań pojawiły się interpretacje lub uwagi do omawianych książek, których Państwo się nie spodziewali?

Mnóstwo. Duża część uczestników poetyckiego DKCZ stwierdziła, że nie lubi Różewicza. To w przypadku poezji. Albo na przykład, że książka o Stryjeńskiej jest napisana tak, że nie lubi się bohaterki. Albo że „Panny z Wilka” są powieścią metafizyczną.  

Na Państwa Facebooku pojawił się komentarz, że spotkanie były bardzo interesujące, a zaproponowana formuła się sprawdziła. Czy otrzymali Państwo inne sygnały od uczestników?

Może nie mieli odwagi nas ochrzanić. Ale zważywszy zaangażowanie w samą dyskusję, odwagi im raczej nie brakuje. Podstawą będzie długofalowa frekwencja. Zobaczymy, jak tu wypadniemy pod koniec roku. Czy grupy będą się powiększać, czy topnieć. 

W Bonie odbyły się pierwsze warsztaty rysunkowo-literackie dla dzieci. Jakie zadania przygotowała prowadząca Barbara Gawryluk i jakie były reakcje małych czytelników?

To był bardzo ciekawy poranek, bo dowiedzieliśmy się bardzo dużo o bardzo prostych literacko książkach. Czasami o książkach w ogóle pozbawionych treści, a budowanych wokół konceptu rysunkowo-scenariuszowego. Wykonywaliśmy (dorośli) na równi z dziećmi zadania ilustracyjne.

I ostatnie pytanie – dlaczego warto przyjść na kolejne spotkania?

Przede wszystkim warto spróbować, polizać to ciasteczko. Wybrać jeden gatunek, przeczytać książkę, sformułować jakieś radykalne i niekoniecznie obowiązujące tezy, po czym wywołać intelektualną zadymę. Albo przynajmniej małą zadymkę. A potem ściągnąć grupę wsparcia i do boju! Nie ma lepszego dopingu do czytania, niż perspektywa małej kłótni o to, co się komu podoba, a co się nie podoba i jakim prawem.

Dziękujemy za rozmowę!

Alicja Sikora i Joanna Baster

Fotografia Michała Zabłockiego: Tomasz Stokowski, fotografie ze spotkań DKCZ: Dagmara Smoła.